Maks Kaśnikowski awansował do drugiej rundy Enea Poznań Open 2026. Zwycięzca poznańskiej challengera ATP sprzed dwóch lat pokonał w pierwszym pojedynku Włocha Lorenzo Giustino 6:4, 7:6 (7-1) i teraz zmierzy się z rozstawionym z numerem 2 Janem Choinskim, który reprezentuje Wielką Brytanię, ale ma polskie korzenie. Po południu po blisko trzygodzinnym boju odpadł Alan Ważny, który musiał uznać wyższość Czecha Martina Krumicha dopiero w tie-breaku trzeciego seta.
Maks Kaśnikowski (279 ATP) to jeden z trzech polskich zwycięzców singlowego turnieju Enea Poznań Open. Triumfował na kortach Parku Tenisowego Olimpia w 2024 roku. W kolejnej edycji nie powtórzył sukcesu - odpadł już w pierwszej rundzie, przegrywając z późniejszym zwycięzcą Filipem Misoliciem.
Teraz jego pierwszym rywalem był Lorenzo Giustino (210 ATP), który po raz czwarty występuje w stolicy Wielkopolski. Najlepszy wynik Włoch osiągnął przed rokiem, docierając do ćwierćfinału. Kaśnikowski nie zamierzał pozwolić mu na powtórkę - podobnie jak pogoda, która mocno skomplikowała przebieg meczu. Zawodnicy pojawili się na korcie w poniedziałek (15 czerwca) po godzinie 18, lecz spotkanie przerwano po zaledwie pięciu gemach z powodu gwałtownej ulewy. W momencie zejścia z kortu Polak prowadził 4:1 z przewagą dwóch przełamań.
Wznowienie nastąpiło we wtorek krótko po południu. 34-letni Giustino szybko odrobił jedno przełamanie, jednak w końcówce seta Kaśnikowski zachował zimną krew i wygrał 6:4. W drugiej partii obaj tenisiści pewnie utrzymywali podanie, choć Polak miał aż cztery okazje na przełamanie rywala. O losach seta - i całego meczu - zadecydował tie-break, w którym Kaśnikowski błyskawicznie odskoczył na 5:0 i chwilę później zamknął spotkanie wynikiem 7:6 (7-1).
Nie było to łatwe spotkanie, bo wczoraj deszcz pokrzyżował nam plany. Byłem w dobrym rytmie, więc przerwa nie działała na moją korzyść - przyznał po meczu Kaśnikowski. - Dziś udało mi się utrzymać koncentrację i domknąć seta. W drugim secie była niesamowita walka, dużo break-pointów, ale bez przełamań. W tie-breaku docisnąłem gaz do dechy - dodał. W drugiej rundzie Kaśnikowski zmierzy się z turniejową „dwójką”, Janem Choinskim. Mecz zaplanowano na środę (17 czerwca). - Mam nadzieję, że będzie dobra walka i dobry mecz, a kibice będą zadowoleni z widowiska - zakończył Polak.
Reklama
Do Kaśnikowskiego nie dołączył Alan Ważny, który jednak zasłużył na ogromne brawa, bo był bardzo blisko pierwszej wygranej w turnieju głównym turnieju rangi challenger. Dwukrotny zwycięzca juniorskich deblowych turniejów wielkoszlemowych przebrnął w Parku Tenisowym Olimpia przez eliminacje i w pierwszej rundzie trafił na Czecha Martina Krumicha. Wygrał pierwszego seta 6:3, w drugim lepszy 7:5 był rywal. W decydującej partii młody Polak prowadził 4:2, ale Czech odrobił straty. Decydował tie-break, w którym Ważny cały czas musiał gonić rywala. Ostatecznie przegrał 4-7 i całe starcie 1:2. Walka na korcie centralnym trwała blisko trzy godziny, a na trybunach było bardzo wielu kibiców, którzy reagowali bardzo żywiołowo.
Zabrakło tego, że nie wykorzystałem żadnej szansy, którą miałem w trzecim secie. Nie ukrywam, że jestem mocno wkurzony na siebie, że nie domknąłem tego meczu. Było to na wyciągnięcie ręki, wystarczyło zagrać jedną czy dwie piłki lepiej, nie popełnić błędów i to by się wygrało. Nie udźwignąłem tego w głowie po prostu, za dużo emocji. Może za rok uda się przebrnąć pierwszą rundę. W tym byłem jeszcze bliżej niż w poprzednim, miałem jeszcze więcej szans. Na pewno jest to dobry turniej z mojej strony, mimo dzisiejszej porażki, gra była dobra
Reklama
- skomentował Alan Ważny, którego czeka jeszcze w stolicy Wielkopolski walka w grze podwójnej. A potem wybiera się do rodzinnego Rzeszowa, gdzie zagra w imprezie ITF M15.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze