W sporcie żużlowym los rywalizacji na torze często bywa przewrotny i zaskakujący, co jest charakterystyczne dla tak dynamicznej dyscypliny sportowej, jaką jest żużel. Niejednokrotnie przekonał się o tym menedżer Hunters PSŻ Poznań Jacek Kannenberg, który w rozmowie z Dawidem Procajło opowiedział o swoich początkach w klubie przy Warmińskiej 1, o kulisach transferu Ryana Douglasa oraz o swoim spojrzeniu na nadchodzące rozgrywki Metalkas 2 Ekstraligi.
Dawid Procajło: Zacznijmy od początku, tzn. od Twoich początków w PSŻ. W jakich okolicznościach trafiłeś do Poznania?
Jacek Kannenberg (menedżer Hunters PSŻ Poznań): To był chyba marzec 2022 roku, zaczęły się pierwsze sparingi w Toruniu. W wyniku pewnych niejasności i niedopowiedzeń w toruńskim klubie, podjąłem decyzję, że skorzystam z propozycji Tomka Bajerskiego. Zadzwoniłem do niego, powiedział, że drzwi są cały czas otwarte i że chce żebyśmy współpracowali w Poznaniu. I tak tutaj trafiłem i jak do tej pory nie żałuję swojej decyzji, bo dobrze się tutaj czuję.
Jak wyglądała twoja pierwsza wizyta na Golęcinie, gdy było już wiadomo, że rozpoczynasz nowy etap w PSŻ Poznań?
- Pamięta, że przyjechałem wtedy na pierwszy sparing z Landshut i podszedłem wtedy z Tomkiem przedstawić się do Maćka Wróblewskiego. Było lekkie zdziwienie i wyszło, że chyba nie wszystko było przekazane tak, jak zapewniał mnie o tym Tomek. Wtedy prezes Kozaczyk zadziałał i sytuację uspokoił. Na początku pełniłem więc funkcję asystenta Tomka, a w przypadku gdy Maciek nie mógł być kierownikiem drużyny, to ja wtedy go zastępowałem.
Sezon 2022 z pewnością jest ciągle w naszej pamięci za sprawą awansu do ówczesnej 1. ligi żużlowej. Kolejny rok już jako pierwszoligowy beniaminek był dla was trudny. Uważasz, że zasłużyliście wtedy na spadek?
- Spadliśmy wtedy z ligi, ale uważam, że nie byliśmy wtedy najsłabszą drużyną. Mam wrażenie, że zadziałał syndrom „frycowego” od beniaminka. W meczach wyjazdowych robiliśmy naprawdę dobre wyniki, robiąc często powyżej czterdziestu punktów. Później przegrywaliśmy dwoma punktami z faworytami, choćby w domowym meczu z Falubazem Zielona Góra, który był wtedy niepokonany, a my postawiliśmy się im naprawdę mocno. Potem doszedł ten mecz w Landshut, gdzie jechaliśmy osłabieni i mimo walki do samego końca nie udało nam się przywieźć korzystnego rezultatu. Nie uważam jednak, że byliśmy wtedy najsłabszą drużyną. Być może zabrakło nam wtedy obycia w tej lidze i domknięcia meczów.
Losy ważyły się w zasadzie do ostatnich biegów spotkania w Landshut, w którym też nie brakowało nieszczęśliwych zdarzeń. Finalnie jednak wracaliście z Bawarii na tarczy, ale już wtedy zaczęliście rozmyślać co dalej. Aż trudno uwierzyć, że to właśnie wtedy wpadliście na pomysł, by zakontraktować Ryana Douglasa.
- Wracaliśmy wtedy z Landshut z prezesem Kozaczykiem, który miał w tamtym momencie różne myśli co do swojej przyszłości odnośnie prowadzenia klubu. Jednak szybko te wątpliwości zostały rozwiane, mimo, że ostatecznie mieliśmy wtedy jeździć w drugiej lidze. W czasie tej podróży zaczęliśmy rozmawiać i wtedy prezes powiedział do mnie: „Dobra, to dzwoń do tego Ryana”. Dzwoniłem raz, potem drugi, nie odbierał. Ale oddzwonił. Był wtedy na lotnisku. Pamiętam, że aż się spociłem próbując go zrozumieć z jego akcentem australijskim, co by mogło wskazywać, że chciał wtedy zachować taki dystans, żeby nie pokazać ze swojej strony zainteresowania. Później zaczęliśmy rozmawiać konkretnie. On też zasięgnął opinii u kilku osób odnośnie PSŻ Poznań i zdecydował się podpisać z nami kontrakt na starty w drugiej lidze. Okazało się jednak, że będziemy startować ligę wyżej. Chcieliśmy więc dać mu szansę, żeby mógł się pokazać w pierwszej lidze, a może akurat coś z tego wyjdzie.
Wielu ekspertów twierdziło wtedy, że on nie poradzi sobie w wyższej lidze, ale to co się później stało i trwa do dzisiaj, to chyba przeszło nawet wasze najśmielsze oczekiwania wobec Australijczyka?
- To, że on może być taką niespodzianką, czy tzw. czarnym koniem, to każdy z tyłu głowy taką świadomość miał. Ale to bardziej na zasadzie, że to będzie zawodnik na poziomie średniej 1,7-1,8 a nie, że on naprawdę od razu wskoczy w buty lidera i razem z Olkiem Łoktajewem we dwójkę praktycznie co mecz będą ciągnęli wynik drużyny. Poza tym, że przywozi duże punkty, to jest też takim dobrym duchem drużyny i często jest też tak, że potrafi podpowiedzieć kolegom. Akurat w jego przypadku najczęściej jest tak, że jedzie cały czas na podobnych przełożeniach cały mecz i wszystko mu pasuje, a inni próbują, szukają i się męczą. Na pewno pozytywna postać, która utożsamia się z zespołem, jak i też wśród poznańskich kibiców jest z pewnością wielu jego fanów. Moim zdaniem Ryan w tym roku może być jeszcze lepszy, a z pewnością nie zejdzie poniżej dotychczasowego poziomu.
Przejdźmy do niedalekiej przyszłości. Faworyt do awansu do Ekstraligi jest tylko jeden, czy upatrujesz więcej drużyn chcących powalczyć o start w najlepszej żużlowej lidze świata?
- Zdaje się, że szczególnie drużyna Polonii Bydgoszcz w momencie gdy dochodzą do niej jeszcze Wiktor Przyjemski i Maksymilian Pawełczak, powinna być drużyną poza zasięgiem, przynajmniej tak na papierze. Jeśli chodzi o pozostałe drużyny, to na pewno jeszcze potencjał zespołów z Krosna i Ostrowa wygląda też na dość duży.
Kto w takim razie według Ciebie będzie bił się w tym roku o utrzymanie?
- Piła i Łódź teoretycznie trochę odstają, ale z drugiej strony to może być casus naszej drużyny z sezonu 2024 i w tej sytuacji może dojść do jakiejś niespodzianki.
A jaką niespodziankę może w tym roku sprawić swoim kibicom drużyna Hunters PSŻ Poznań?
- Myślę, że jeśli chodzi o Nas, to my na pewno będziemy walczyli o awans do pierwszej czwórki. Przypuszczam, że bezpośrednio będziemy rywalizowali o fazę playoff z drużynami z Rybnika i Rzeszowa, pewnie nawet z większym wskazaniem na ten drugi ośrodek. Tak naprawdę po wejściu do playoffów wszystko zacznie się od nowa i wiadomo apetyt będzie rósł w miarę jedzenia, więc ciężko mi na ten moment stwierdzić na jakim finalnie miejscu zakończymy nadchodzące rozgrywki.
Czy obecny skład ma lepiej rozłożone siły jeśli chodzi o zdobywanie punktów i czy finalnie zespół wydaje się lepszy od dotychczasowego?
- Ciężar zdobywania punktów w nadchodzącym sezonie powinien rozkładać się na kilku zawodników. To nie tylko pomoże Ryanowi, ale także Bartkowi Smektale szczególnie, że ta presja nie będzie ciążyła na nim, że to on musi być tym drugim zawodnikiem, żeby ciągnąć wynik drużyny. Takie mamy założenie, że również Niels czy Dimitri wezmą na siebie odpowiedzialność za zdobywanie dużych punktów. Liczymy też mocno na młodzież, gdzie sezon do sezonu powinni się rozwinąć. Jest jeszcze oczywiście Kacper Pludra na U24, więc patrząc pod tym kątem na całokształty myślę, że powinniśmy być mocniejsi, niż w poprzednim roku.
W twojej głowie kiełkuje taka myśl, że w tym roku jest spora szansa, by zaskoczyć faworytów walcząc o najwyższe cele?
- Takim moim celem jest powalczyć o awans do Ekstraligi, albo nawet i awansować. Możliwe, że niebawem ta droga będzie nawet nieco krótsza, niż obecnie, bo być może od sezonu 2027 lub 2028 bezpośrednią promocję do najwyższej ligi będą mogły uzyskać dwa najlepsze zespoły Metalkas 2 Ekstraligi. Nie można też przy tym zapomnieć o kwestii infrastruktury, która jest największym wyzwaniem, bo oczywiście możemy sportowo zrobić wszystko żeby awansować do Ekstraligi, ale też potrzebujemy wsparcia ze strony Miasta Poznania w kwestii dalszej modernizacji obiektu na Golęcinie. Jeśli nie chcemy mieć zamkniętego stadionu przez pół roku, to wiadomo, że musimy to robić etapami, małymi krokami, by z sezonu na sezon poprawiać tą infrastrukturę.
Wywołując temat infrastruktury nieco zeszliśmy na ziemię jeśli chodzi o ekstraligowe marzenia. Nie da się ukryć, że w Poznaniu jest sporo w tej kwestii do zrobienia. Twoim zdaniem rozpoczęta modernizacja to pierwszy ważny krok do zrobienia kolejnych, aby Golęcin w niedalekiej przyszłości stał się areną, która może być sportową wizytówką Poznania?
- To prawda, do spełnienia wymogów ekstraligowych jeszcze daleka droga. Ten remont, którego obecnie jesteśmy świadkami to będzie oczywiście milowy krok, bo wiadomo kwestia oświetlenia, odwodnienia liniowego itd. to tak naprawdę były minimalne wymogi, które musimy w końcu spełnić. W dalszych kroku na pewno będzie istotne, by także doprowadzić do porządku park maszyn, żeby spełniał wymogi Ekstraligi, plus dodatkowo jakieś zaplecze w postaci warsztatu z prawdziwego zdarzenia. Chcemy się dalej rozwijać i chcemy budować także tożsamość klubu tak, żeby Poznaniacy mieli też świadomość istnienia PSŻ w ich mieście. I żeby wśród mieszkańców w większym stopniu przewijał się temat żużla. Aby tak sie stało, to na pewno infrastruktura musi zachęcać kibiców, by przychodzili na stadion.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android .
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze