Reklama

Alicja Konieczek staranowana i poturbowana podczas biegu w Castellon. "Wyczołgałam się na kolanach, koszmar"

Alicja Konieczek, polska olimpijka z Tokio, specjalizuje się w biegach na średnich dystansach, jej koronnym jest 3000 metrów z przeszkodami. Zawodniczka AZS-u Poznań próbuje jednak dłuższych biegów. W styczniu 2025 roku zadebiutowała w półmaratonie. W pierwszym kwartale tego roku chciała się sprawdzić na połówce królewskiego dystansu, tym razem w Lizbonie. Jej start stanął jednak pod znakiem zapytania. W kontrolnym starcie na 10 kilometrów, w biegu 10K Castellon Run została mocno poturbowana. "Ludzie wpadli w panikę, myślałam, że tam zginę" - opowiedziała nam lekkoatletka.

Beata Oryl-Stroińska: Chwilowo pomieszkujesz w Walencji, rozumiem, że to z racji przygotowań do półmaratonu w Lizbonie?

Alicja Konieczek, AZS Poznań: Tak, wszystko było ułożone pod przygotowania do półmaratonu w Lizbonie. Żeby biegać w cieple, długo i szybciej. Śpię w namiocie hipoksyjnym. Udało i się uciec przed tą zimną zimą w Polsce. No i kontrolny miał być ten start w Castellon na 10 kilometrów. To bardzo dobry bieg, padają tam rekordy świata, teraz pobity został rekord Europy. Idealnie mi to pasowało w terminarzu, bo to na dwa tygodnie przed półmaratonem w Lizbonie. Idealny bieg kontrolny, ale i ważny sprawdzian, bo przez całą zimę przygotowywałam się do półmaratonu. 

Reklama

I co się tam wydarzyło? 

Aż trudno mi o tym mówić, bo to wszystko wciąż siedzi w mojej głowie. Na starcie było dwa tysiące biegaczy. Było tak ciasno, że byliśmy wszyscy zgnieceni. Stopy miałam pomiędzy innymi stopami, był tak ogromny ścisk i tłok tych wszystkich biegaczy, że wiedziałam, że coś się za chwilę stanie. Ale nie sądziłam, że dojdzie do takiego wypadku. To jest 10 kilometrów, więc ludzie bardzo szybko ruszyli. Najpierw były przepychanki, potem przede mną upadły pierwsze dziewczyny. I kolejne. Jedni zaczęli wpadać na drugich. Ja na kogoś upadłam, a na mnie kolejne osoby. Chyba z 30, 40 osób. 

Reklama

Byłaś w stanie kontynuować bieg?

Zanim wstałam to zajęło mi z 30 sekund. Ja nie mogłam z tego tłumu wyjść. Szczerze, to był taki moment, że pomyslałam, że tam zginiemy. Miałam w głowie filmiki, które widziałam z takiego koncertu, gdzie ludzie się taranowali. Na kolanach więc się wyczołgałam z tej grupy. Więcej chyba trwało zanim otrząsnęłam się z tego szoku. Zaczęłam biec i nagle usłyszałam strzały. Myślałam, że to starter, że jednak zatrzymują ten bieg. Zatrzymałam się, ludzie stanęli nagle. To były fajerwerki.

Reklama

Aż trudno w to uwierzyć...

Tak, zwłaszcza, że na tym starcie wszyscy byli razem. Elita nastawiana na rekordy, amatorzy, start nie był podzielony na strefy. I do tego jedna strona jezdni i start z górki. 

Ukończyłaś bieg?

Tak, ale w głowie miałam cały czas ten wypadek. Na piątce już czułam, że mentalnie tego nie pociągnę. Zrobiłam więc sobie taki ciągły trening. Ale byli ludzie, którzy doznali uszkodzenia barku, żeber, kilka osób miało atak paniki.

A Ty mocno ucierpiałaś?

Bardzo mocno. Na drugi dzień nie mogłam chodzić. Pozdzierane kolana, rany. Ale najgorszy jest uraz kości ogonowej. Będą miała robione badania.

Reklama

A co z półmaratonem w Lizbonie? Skąd pomysł, by te półmaratony biegać? Rok temu Houston, teraz Lizbona.

No ciągnie mnie do tych licznych biegów. W hali są teraz tylko mistrzostwa świata, więc o wiele ciężej wypełnić minimum. Pomyślałam, że to dobry pomysł, zwłaszcza, że treningi są obszerne. Biegam dużo. Chciałam się znów sprawdzić. W Houston poszło mi bardzo dobrze, a aż tak jak teraz się nie przygotowywałam (1:11:38, siódmy najlepszy rezultat na polskiej liście all-time - przy.red.). Nie wiem co z Lizboną, opłaciłam nawet swojego pacemakera żeby mnie poprowadził. 

Reklama

A jakie masz pozostałe plany na ten sezon?

Jednym z najważniejszych startów będą sierpniowe Mistrzostw Europy w Birmingham, gdzie pobiegnę 3000 metrów z przeszkodami. Mam już wypełnione minimum. We wrześniu są też uliczne mistrzostwa świata i tam myślę o półmaratonie. 

A w Polsce kibice będą mogli gdzieś Ciebie zobaczyć?

Tak, będą startowała w Poznaniu w Memoriale Czesława Cybulskiego, w planach oczywiście mam też Mistrzostwa Polski, no i może jeszcze jakieś dwa mityngi.

Do Stanów, gdzie przez ostatnie lata mieszkałaś jeszcze wrócisz?

Reklama

Tak, wrócę na kilka miesięcy. Tam mam zamiar przygotowywać się do reszty sezonu. No i organizuję tam też biegi w kwietniu i maju. To jest taka fajna praca, daje mi dużo radości i satysfakcji. 

Co to za biegi?

Otwarte biegi dla lokalnej społeczności. O różnym charakterze. Na Wielkanoc chowam dwa tysiące jajek świątecznych po polu i dzieci muszą je znaleźć. Do tego jest bieg na pięć kilometrów, a w tym roku dodaliśmy jeszcze bieg na jedną milę. Ale współorganizuję także jeden triathlon, a na jesień maraton w Albakerki. Rok temu mieliśmy 900 osób, w tym roku maja być trzy tysiące.    NAGRANIE z KRAKSY: TUTAJ

Reklama

 


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/02/2026 09:31
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama

Najnowsze