Reklama

Dominik Solecki z Wiary Lecha o euforii, tańczącym trenerze i toaście elektrolitami. Ekstraklasa o krok

Zwycięstwo w Białymstoku otworzyło futsalistom Wiary Lecha drzwi do Fogo Futsal Ekstraklasy. Chociaż trener Orlando Duarte rzadko traci rezon, po triumfie z Jagiellonią nawet on dał się porwać emocjom. Czy Poznaniacy utrzymają status niepokonanych? O kulisach sukcesu, transferowych planach na Ekstraklasę i wyjątkowym świętowaniu przy hitach disco-polo Michałowi Bondyrze opowiedział Dominik Solecki, kapitan i grający asystent trenera Wiary Lecha.

Michał Bondyra: Już przed rozpoczęciem sezonu rozmawialiśmy o tym, że to Wy i Jagiellonia jesteście głównymi kandydatami do awansu do Fogo Futsal Ekstraklasy i że kluczowe będą mecze między wami. Wygraliście oba te spotkania. Czy to oznacza, że jesteście już jedną nogą w Ekstraklasie? 
Dominik Solecki, kapitan sekcji futsalu Wiary Lecha: Na pewno czujemy się mocniejsi. Jesteśmy na najlepszej drodze, aby do tej elity dołączyć. By tak się stało musimy wygrać jeszcze trzy z pozostałych pięciu spotkań. Patrząc na to w jakiej jesteśmy dyspozycji musiałaby się wydarzyć duża katastrofa, byśmy do tej elity nie dołączyli. Ale to jest tylko sport, wszystko jest możliwe. My ze swojej strony będziemy grać tak jak do tej pory. Będziemy chcieli wygrać wszystkie pięć spotkań, aby zachować status niepokonanych w tym sezonie. Chcemy zagrać tak, żeby już na naszej hali po meczu z Chojnicami świętować awans.

Wygrany 3:2 mecz z Jagiellonią w Poznaniu był pełen dramaturgii. W Białymstoku prowadziliście już w pewnym momencie 5:0. Byliście zabójczo skuteczni z kontry. Graliście też niskim pressingiem, który okazał się skuteczny. To był pomysł taktyczny Orlando Duarte, czy raczej wynik tego, jak przebiegało spotkanie?
To była potrzeba chwili. Naszą filozofią gry w defensywie jest wysoki pressing i tak też mieliśmy podejść do tego spotkania. Ale Jagiellonia zaczęła naprawdę dobrze ten mecz. Mieli dwie doskonałe sytuacje, aby prowadzić. Kiedy udało nam się strzelić szybko bramki na 1 potem na 2 i na 3:0, szybkie bramki widzieliśmy, że ten pressing nie jest tak skuteczny jak w innych meczach. I trener Orlando zdecydował, że musi zareagować. Kazał się nam cofnąć i rozbijać ataki rywala na własnej połowie. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale byliśmy na to gotowi. To była strzał w „dziesiątkę”. Zadziałał kunszt trenerski.

Reklama

A propos trenera Duarte. Nieraz rozmawialiśmy o tym, jak bardzo nie lubi, gdy tracicie bramki przy wysokim prowadzeniu. Czy dostała wam się bura za te dwie bramki stracone z Jagą?
Miał o nie do nas pretensje na bieżąco, podczas meczu. Ale po meczu już nie, bo byliśmy zadowoleni ze zwycięstwa. Nie chcę się tu usprawiedliwiać, ale naprawdę trudno się broni przewagę szczególnie, że Jagiellonia naprawdę dobrze rozgrywała szybko piłkę. Ciężko wtedy zamknąć wszystkie linie podania, dlatego te dwie bramki straciliśmy. Na szczęście strzeliliśmy pięć, więc myślę, że żadnych większych konsekwencji z tego nie będzie.

No to skupmy się na ofensywie. Ozdobą meczu były te wasze dwójkowe i trójkowe wypady, kombinacyjne akcje zakończone z iście chirurgiczną precyzją. Bardziej wygraliście zespołowością czy indywidualną jakością? 
Myślę, że to zwycięstwo to był efekt połączenia naszych indywidualności i gry zespołowej, bo oczywiście nikt nie przebiegł całego boiska sam. To były kombinacyjne akcje, bo mamy zawodników, którzy naprawdę robią przewagę indywidualnie. A jak wrzucimy ich do jednej czwórki, to przy tym jak oni się doskonale ze sobą rozumieją, są efekty takie jak w Białymstoku.

Reklama

To był Wasz najlepszy mecz w tym sezonie?
Możliwe, że tak, bo każdy z chłopaków, który wszedł na parkiet niezależnie na jak długo, to dawał z siebie maksa. Była u nas jakość, ale też ogromna determinacja. Rzucaliśmy się chłopakom z Jagi w ostateczności pod nogi, robiliśmy ślizgi, walczyliśmy. W tym meczu było dosłownie wszystko! Na szczęście nie było żółtych, czerwonych kartek, bo tych trochę się obawialiśmy. Nie chcieliśmy, by ktoś wypadł na następny mecz, który gramy z Lęborkiem.

O Lębork jeszcze cię zapytam. Ale jeszcze słówko o reakcjach stonowanego zwykle trenera Orlando Duarte…
Jego reakcje były… nietypowe. Zazwyczaj z jego strony jest pełen profesjonalizm. Po wygranych meczach nawet się nie uśmiecha. Jest po prostu profesjonalistą: przychodzimy i mamy zrobić swoje. A po tym meczu skakał, tańczył z nami. Także jego puściły emocje. To było przyjemne, takie bardzo naturalne z jego strony. Było czuć, że naprawdę zrobiliśmy tym zwycięstwem duży krok w kierunku Ekstraklasy. 

Reklama

Jak wyglądał powrót do Poznania w Białegostoku?
Było wesoło. Oczywiście też po samym meczu było widać, że takie delikatne ciśnienie zeszło z nas. O naszych tańcach na hali już wspomniałem. Mimo że wygrywamy co tydzień, to tak naprawdę przybijamy sobie piątki, rozciągamy się, idziemy do szatni i każdy z nas wraca do domu. Po tym meczu wiedzieliśmy, że zrobiliśmy coś naprawdę dużego, więc kilka minut poświęciliśmy na świętowanie, na jakieś krzyki w szatni. 

A w autobusie były jakieś napoje wyskokowe?
Zawsze te same: elektrolity i woda niegazowana. Staramy się być profesjonalni. Myślę, że na inne napoje będzie czas w maju, jak będzie awans. 

Reklama

Macie jakieś playlisty podczas takich podróży?
Ponieważ wracaliśmy z Białegostoku słuchaliśmy chwilę disco-polo i Zenka Martyniuka (śmiech). Ale były też standardowo hiszpańskie, latynoskie rytmy.

A Ty jak świętowałeś w domu ten sukces?
Z żoną i dzieckiem w domu, na spokojnie. Zapytałem mojego synka, który ma 20 miesięcy, czy oglądał mecz. Powiedział, że tak i że było super. Później dowiedziałem się, od żony, że jednak nie oglądał (śmiech). Ale futsal mu się podoba. Czasem kopiemy już razem w piłkę. Ma z tego radość. Na pewno nie będę go zmuszał by był piłkarzem czy futsalistą. 

Reklama

Jak Ty reagujesz po takich meczach, gdy schodzi napięcie, adrenalina?
Po gwizdku końcowym byłem sam zaskoczony swoją reakcją. Usłyszałem gwizdek, wszyscy zaczęli skakać. A ja? Szedłem przybijać chłopakom piątki i kolegom z zespołu Jagielloni. Trochę łez mi do oczu naszło, bo te emocje były ogromne. Jestem tu trzeci sezon i naprawdę dużo pracy włożyłem, podobnie jak inni zaangażowani w ten projekt, abyśmy byli w tym miejscu, gdzie dziś jesteśmy. W niedzielę miałem czas na odpoczynek, teraz mamy czas na kolejne treningi i poukładanie sobie tego w głowie, aby tego nie wypuścić. Pracujemy dalej. 

Operacja Lębork. Z tym zespołem gracie w sobotę. Team Lębork to jedyna drużyna, która urwała wam punkty. 
To prawda, tylko z nimi zremisowaliśmy. Mieliśmy analizę meczową po tym wyjeździe i mieliśmy w nim 20 strzałów, z czego 8 setek. Wynik 2:2 przekłamywał to jak graliśmy. Nie chciało nam tam wpadać. Z drugiej strony nie możemy odbierać Lęborkowi, że zagrał dobry mecz. Teraz czas na rewanż w Poznaniu.

Reklama

Team Lębork ma do was 9 punktów straty i ma tyle samo punktów co Jagiellonia. W wypadku zwycięstwa nad Wami może realnie walczyć o baraże.
Będą bardzo zdeterminowani. Przyjadą do nas walczyć o zwycięstwo, na pewno nie odpuszczą tej walki o baraże do samego końca. 

Czy po tym meczu z Jagiellonią wielu futsalitów odzywało się do Ciebie, że chciałoby w przyszłym sezonie grać w Wiarze Lecha?
Tak, kolejki czekały pod moim domem (śmiech). Ale serio mówiąc z potencjalnymi zawodnikami rozmawiamy już od stycznia i jesteśmy w ciągłym kontakcie. Zakładamy, że ten awans będzie a wtedy, żeby nie walczyć o utrzymanie w Ekstraklasie chcemy wzmocnić zespół. 

Reklama

Wielu masz zawodników w notesie?
Jest tam sporo nazwisk. Musi tak być, bo nie wiadomo czy każdy zawodnik będzie chciał albo będzie miał możliwość, by do nas dołączyć.

To są kandydaci z Fogo Futsal Ekstraklasy czy też innych zagranicznych lig?
Oba fronty są pod moim ostrzałem. Ale kilka tygodni temu rozpoczęliśmy rozmowy z naszymi zawodnikami na temat nowego sezonu. Ich pozostanie jest dla nas priorytetem. Dopiero po nich będziemy myśleć o wzmocnieniach. Nie chcemy robić 8-10 zmian co sezon, bo wiadomo, że to zgranie jest bardzo ważne. Do tych chłopaków co mamy chcemy dołożyć kilka ciekawych nazwisk byśmy walczyli o coś więcej niż utrzymanie. Póki co, żaden z obecnych chłopaków nie chce odejść. 

Reklama

Szukacie też Polaków? O nich trudno w Fogo Futsal Ekstraklasie…
Masz rację, Polacy są w mniejszości jeśli chodzi o czołowych zawodników Ekstraklasy, są dobrze pilnowani w macierzystych klubach, więc ciężko jest ich z nich wyciągnąć. A nam zależy by to byli jakościowi zawodnicy, którzy dobrze się u nas czuli. Więc tych z zagranicy będzie więcej niż Polaków.

Czy wciąż DNA Lecha Poznań to warunek ważny dla grania w Wiarze Lecha?
Tak oczywiście!

Czyli futsaliści z Warszawy na angaż nie mają co liczyć?
Jeśli ktoś ma Lecha w sercu, albo go pokocha, to może dołączyć. Zapraszamy wszystkich, ale ich weryfikujemy pod kątem nie tylko umiejętności, taktyki, ale też osobowości. Nie chcemy nikogo z przypadku. Ci co do nas dołączyli też rozkochali się w Lechu. Ostatnio wspólnie byliśmy na tym niestety przegranym meczu Lecha z Górnikiem Zabrze w ćwierćfinale Pucharu Polski.

Reklama

Na koniec pytanie o twoją przyszłość. Czy jeśli awansujecie widzisz się w roli kapitana i grającego asystenta trenera w Fogo Futsal Ekstraklasie?
Miałem taki plan, żeby awansować z Wiarą Lecha do Ekstraklasy i po tych trzech latach po kontuzji zagrać tam jeszcze jako czynny zawodnik, więc chciałbym się mocno przygotować przez ten okres wakacyjny do tego, aby być na to gotowym. Oby był awans i zdrowie dopisało.


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/03/2026 12:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości