Reklama

Jan Nowicki zostanie w Enei Baskecie Poznań? „To moje miasto”

Na koniec sezonu zaczynał być już jednym z liderów zespołu, ale plany pokrzyżował uraz kostki. Jan Nowicki, skrzydłowy Enei Basketu Poznań, w szczerej rozmowie z Michałem Bondyrą rozliczył się z serii jedenastu porażek z rzędu, opowiedział o trudnej lekcji mentalnej i zdradził, jak „ojcowskie” porady starszego kolegi wpływają na szatnię. Czy Poznaniak zostanie w klubie na kolejny sezon? Jak zamierza odnaleźć się w nowym wyzwaniu – kadrze 3x3? Polecamy lekturę.

Michał Bondyra: Miesiąc temu w meczu przeciwko Żubrom Białystok doznałeś kontuzji kostki. Jak zdrowie? Trenujesz już na pełnych obciążeniach?
Jan Nowicki, skrzydłowy Enea Basket Poznań:
Jeszcze na pełnych obciążeniach nie ćwiczę. Jesteśmy na pewno tego bliżej, niż dalej. Cały czas wykonuję pracę z trenerem od motoryki i z naszym fizjoterapeutą, a więc z Krzysiem i z Mikołajem. W przyszłym tygodniu już zacznę grać w koszykówkę i liczę, że już niedługo będę w pełni zdrowy. 

Czujesz głód koszykówki? 
- Na początku musiałem trochę psychicznie odpocząć, ale ze względu na to, że nie grałem długo, to zaczęło mnie do kosza ciągnąć. Oglądam mnóstwo meczów, gram w gry koszykarskie typu NBA, a więc coś czego normalnie nie robię. Po prostu brak gry rekompensuję sobie w ten sposób.

Reklama

Co się stało, że z bilansu 11-10 skończyliście na 11-21, że przegraliście aż jedenaście meczów z rzędu? Do tego niemal wszystkie w podobny sposób, czyli przegrywając końcówki spotkań.
- Nie wiem. Najchętniej byłoby do tego nie wracać. Na pewno przyczyniły się do tego kontuzje. Nie chciałbym na nie zrzucać winy, ale ciężkie jest czucie całego zespołu, jeśli co chwilę ktoś wypada ze składu, czy to na treningu, czy w meczu. Myślę, że warto będzie obejrzeć wszystkie mecze jeszcze raz i przeanalizować co tam można było zrobić lepiej, a czego się nie dało.

To nie będzie przyjemne...
- Nie będzie, ale jak mi w pewnym momencie nie szło, to obejrzałem te mecze, uchwyciłem to, co robiłem źle. Wtedy wiesz gdzie możesz dokręcić jeszcze śrubę, a gdzie odpuścić w głowie, bo to i tak nic nie da. 

Reklama

Schemat waszych porażek był ten sam. Czy to powielanie błędów w końcówkach, to nie była kwestia mentalności zespołu?
- Nie mnie to oceniać. Uważam, że nie było kwasu w drużynie. Każdy ćwiczył na maksa, wychodziliśmy zawsze, by wygrać mecz. Tak było do ostatniego spotkania. Chociaż w pewnym momencie, gdy ci nie idzie, to człowiek buduje sobie w głowie presję, a ona nie pomaga, a usztywnia. Najlepsi sportowcy świata osiągają najlepsze rezultaty, gdy są zrelaksowani. Gdy przez porażki narzucasz sobie presję zwycięstwa, ta presja może cię tak usztywnić, że nie pokażesz najlepszego basketu na jaki cię stać. 

Może warto byłoby w klubie mocniej popracować z psychologiem?
- Wiem, że są zawodnicy, którzy pracują z psychologami. Myślę, że ten temat w polskiej koszykówce jest coraz głośniejszy i coraz bardziej normalny. Na sportowców pracujących z psychologiem nie patrzy się już z dystansem. Bardzo pozytywnie podchodzę do tego tematu. Mnie też zdarzało się współpracować z psychologiem, kiedyś w klubie, czy w kadrze. Uważam, że tak współpraca może przynieść korzyści. Sam zastanawiam się czy jej nie podjąć. 

Reklama

Mówiłeś o kontuzjach. Szczególnie bolesne dla zespołu musiały być absencje liderów: kapitana Michała Samsonowicza i rutyniarza – Mikołaja Stopierzyńskiego.
- Tak, obaj to bardzo doświadczeni gracze. „Samson” to kapitan, który nigdy nie odpuszcza niezależnie od tego, czy to jest trening, czy mecz. On jest wkurzony jak przegra treningową gierkę. Tego aspektu brakowało pod nieobecność Michała. Mikołaj to poza Jamesem Washingtonem był nasz najbardziej doświadczony koszykarz. Traktowaliśmy go trochę jak ojca, który zawsze podpowiadał, poradził. Nieobecność obu nie tylko na parkiecie, ale i w szatni była bardzo odczuwalna. 

Edmunds Valeiko to fachowiec z najwyższej półki. Czy jednak miał odpowiednio dużo czasu ,by wdrożyć swoją filozofię gry?
- Zmiany to część tego biznesu. Jako zawodnicy musimy się adaptować do sytuacji, które dzieją się podczas sezonu. Wiadomo, że to nie jest łatwa sytuacja i ze strony zawodnika, i ze strony trenera. Ze strony trenera, gdy dostajesz skład, którego sam nie budowałeś i musisz tym ludziom przekazać swoją filozofię. 

Reklama

No i też poznać każdego z zawodników.
- Tak, to jest też ważny aspekt. Czasami ważniejsza od samych umiejętności jest to, jaka jest relacja zawodników w drużynie. Jaka jest relacja zawodników z trenerem. Bo jeśli komuś ufamy poza boiskiem, to też ufamy na boisku. 

Mówisz o adaptacji. Chociaż wyniki były słabe, ty te ostatnie mecze przed kontuzją z Politechniką Opolską, Starogardem Gdańskim czy z Żubrami Białystok grałeś ponad 20 minut i rzucałeś ponad 10 punktów. Wcześniej było dużo mniej minut i dużo mniej punktów. Czy to że więcej i lepiej zacząłeś grać związane było z tym, że lepiej poznaliście się z trenerem?
- Jak najbardziej. Nie chcę, żeby zabrzmiało to tak, że ponieważ się nie znaliśmy, to grałem źle. Nie. Miałem kiepski okres, takie trzy, cztery mecze. Wtedy przestałem szukać winy w otoczeniu, a skupiłem się na sobie, co ja mogę poprawić. Porozmawiałem też z trenerem i zrozumieliśmy się nawzajem i to poskutkowało. Niestety tylko indywidualnie, bo zwycięstw dla zespołu z tego nie było. 

Reklama

Skoro z trenerem Valeiko zrozumieliście się nawzajem, to przedłużasz kontrakt w Enea Basket na przyszły sezon?
- Nie mogę zdradzać jeszcze takich rzeczy, ponieważ cały czas odbywają się rozmowy. Myślę, że to byłoby nie fair w stosunku do klubu. Powiem tylko, że Poznań to moje miasto, stąd jestem i zawsze dobrze tu być. 

A jak podchodzisz do tych pojawiających się pogłosek o tym, że Lech Poznań miałby zaangażować się w koszykówkę, a partnerem w tej kwestii miałby być Enea Basket Poznań?
- Szczerze mówiąc nie słyszałem o tych spekulacjach. Nawet nie wiem jakby to miało wyglądać od strony biznesowej. Wypowiem się tylko jako kibic. Uważam, że wszystko co może przyciągnąć ludzi na halę i powoduje, że o koszykówce się mówi, jest na plus. 

Reklama

Lato to czas 3x3. Ty kilka dni temu dostałeś powołanie na konsultację kadry do lat 21. W kadra młodzieżowych już grałeś, ale w 3x3 nie przypominam sobie. 
- Masz rację, bo jeszcze w kadrze 3x3 nie grałem. Pierwszy raz w 3x3 w ogóle grałem na „Baskecie na Wolności” w zeszłym roku w Poznaniu. Jakieś wstępne pytania były, pamiętam, że po mistrzostwach, trener kadry 3x3 pytał czy jestem zainteresowany. Wtedy miałem kadrę 5x5, więc nie byłem tego w stanie połączyć. Teraz jest okazja, a ja staram się stawiać czoła wyzwaniom. 

To będzie konsultacja. Gdzie to się będzie odbywać? 
- Najpierw są badania sportowe w Warszawie w COM-się, a potem od 10 do 15 maja w Giżycku zgrupowanie, na którym będą treningi 3x3. 

Reklama

Michała Samsonowicza, który w seniorskiej kadrze 3x3 jest podpytywałeś o rady?
- Michała pytałem, dał mi parę porad. To jest prostsza koszykówka, ale wydolnościowo to taki sprinto-maraton.

To na koniec pytanie niekoszykarskie o Twoje zdolności kulinarne. Co szykujesz na majówkę?
Moja siostra robi grilla, to jej pomogę. Mój grill był tydzień wcześniej. Była karkówka w miodowo-musztardowym barbecue, były kiełbaski, boczki, ziemniaki pieczone i przede wszystkim sosy. One są najważniejsze. Salsy, tzatziki. Wszystko jak trzeba. (śmiech)


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/05/2026 08:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości