Reklama

Michał Szpakowski: Wierzę w tę grupę. Marzenia o medalu olimpijskim nigdy nie ostygną

Michał Szpakowski w kwietniu skończył 36 lat. Wioślarz Posnanii RBW jest mistrzem świata z 2019 roku, trzykrotnym olimpijczykiem (Londyn, Rio de Janeiro i Tokio), żołnierzem Wojska Polskiego. Po nieudanych kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich w Paryżu postanowił kontynuować karierę i w tym roku, wraz z ósemką awansował do finału mistrzostw świata (6. miejsce). Niedawno odebrał nagrodę Wielkopolskie Wiosła dla najlepszego wioślarza z naszego regionu w 2025 roku. Zawodnik Posnanii opowiedział dlaczego jest z minionego roku zadowolony, czy polska ósemka ma szanse na igrzyska i czy celem jest start w igrzyskach w Los Angeles.

Beata Oryl-Stroińska: Jaki to był rok dla Ciebie?

Michał Szpakowski, KS Posnania: Na pewno dużo emocji. Związanych ze startami, z przygotowaniami. Cieszę się sukcesem, bo długowiosłowa osada już dawno nie była w finale mistrzostw świata. Dlatego cieszę się, że byliśmy i mogliśmy walczyć z najlepszymi i że mogłem w tym wszystkim, w tej całej drodze uczestniczyć. Uważam, że z punktu startowego w ubiegłym roku marzeniem było osiągnięcie finału mistrzostw świata, przede wszystkim zbudowanie tego zespołu. A my zbudowaliśmy zespół, drużynę i to jest najważniejsze. A to szóste miejsce daje nadzieję na te kolejne trzy lata do igrzysk w Los Angeles. To szóste miejsce to jest złoto naszego sezonu.

Reklama

Czyli uważasz, że pomysł, aby wrócić do budowania ósemki był dobrym kierunkiem?

To jest na pewno trudna decyzja, ale szkoleniowo, myślę, że każdy trener to powie, to jest słuszna decyzja. Ta, którą podjął Polski Związek Towarzystw Wioślarskich Na pewno łatwiej jest ujednolicić technikę wiosłowania, sposób poruszania sie w łódce. Na pewno to nie jest ostateczna osada na to czterolecie. Może być, że za rok, czy z a dwa lata trener będzie chciał to budować trochę inaczej. Ja ma głęboką nadzieję, że doczekamy czasów, że w długich wiosłach będzie nie tylko ósemka, ale także czwórka i dwójka, że będzie pływał pełen skład, a ktoś z młodzieżowców będzie pływać obok nas w rezerwie. Wierzę w to, bo jest potencjał w polskim wioślarstwie. Wyniki juniorskie i młodzieżowe pokazują, że trzeba młodym dawać szanse. Mam świadomość, że w trakcie sezonu, gdy dochodzą emocję, to jest to trudniejsze, ale uważam, że możemy zbudować mocne długie wiosła tak samo, jak jest to w krótkich wiosłach.

Reklama

W tej grupie jesteś teraz najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Pływanie w dużej osadzie z młodszymi wioślarzami jest trudne, czy wręcz przeciwnie, dzięki temu, że doświadczyłeś już wielu schematów jest łatwiej?

- Trudne nie tylko sportowo, ale życiowo jest pracowanie w zespole. Zawsze trudne jest zbudowanie takiego zespołu, takiej drużyny, która ma wspólny cel i wspólnie robi wszystko, by go osiągnąć. I często jest tak, że z tej samej grupy osób może wyjść bałagan, a może wyjść osada mistrzowska. I wierzę w to, patrząc na ten sezon, że ta grupa jest w stanie to zrobić, żeby to osiągnąć. Ta wiara jest podstawą, by cel zrealizować.

Reklama

Ten cel dla Ciebie to kolejne, czwarte Twoje igrzyska? Zapewne wiesz, że Waszej osadzie, tej, która w 2019 roku w czwórce bez sternika wywalczyła mistrzostwo świata wróżono koniec, czy nawet sugerowano żebyście dali już sobie spokój z wioślarstwem.

- Oczywiście, że słyszałem. Wielokrotnie słyszałem, chociaż nikt nigdy wprost mi tego nie powiedział. A żałuję, bo chętnie bym z tymi osobami porozmawiał. Uważam, że członkowie to osady powinni zejść ze sceny i ustąpić młodym wtedy, gdy młodzi będą z nimi wygrywać. A to się jeszcze do końca nie dzieje. Wydaje mi się, że wciąż jesteśmy dobrymi sparingpartnerami dla nich, aby podnieśli swój poziom, a oni dla nas, żebyśmy uciekali przed nimi. Myślę, że ta droga prędzej doprowadzi nas do sukcesu, niż na siłę wsadzanie młodych wioślarzy i robienie z nich liderów.

Reklama

Czyli celem jest start w Los Angeles?

- Trzymam się jednego, wszystko małymi krokami. Skoro po Paryżu podjąłem decyzję o kontynuacji kariery, to oczywiście mam to z tyłu głowy. Marzenie o medalu olimpijskim pozostaną na zawsze i nigdy nie ostygną, bo to jest w mojej głowie i w moim sercu. Ale teraz chcę zrobić kolejny krok, jest nowy sezon, zobaczymy co z tego wyjdzie. A potem następny, krok po kroku.

Jesteś sportowcem żołnierzem, członkiem Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego. Po karierze widzisz siebie w wojsku?

Reklama

Przede wszystkim jestem bardzo dumny z tego, że jestem żołnierzem Wojska Polskiego. Jako młody zawodnik, w wieku 20 lat nie doceniałem tej szansy, którą dostałem. Dzisiaj służę już 16 lat i mam pełną świadomość tego, co robię. Skończyłem ostatnio kolejny kierunek magisterski, także pod kontem rozwoju w wojsku i mama nadzieję, że po skończeniu sportowej kariery uda mi się i tam osiągnąć sukces. 

Mówisz, że dopiero teraz doceniasz, bo masz świadomość jak bardzo Wojsko Polskie Wam, sportowcom pomaga?

Reklama

Tak, to jest droga, którą polski sport powinien iść. Aby umożliwić zawodnikom taką dwutorowość, bo sport jest nieprzewidywalny. W każdym momencie, życie nawet największej gwiazdy może w jednej chwili się skończyć. Kontuzja, czy życiowa sprawa, która nie pozwoli nam kontynuować kariery. A Wojsko pozwala nam rozwijać się na innej płaszczyźnie. Sportowiec powinien też spróbować podjąć naukę na wyższej uczelni. Ja jestem dumny, że trafiłem do WSG i mogę łączyć trzy drogi: sport, naukę i służbę w wojsku

 

Reklama

 

Aplikacja sp360.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android .



Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama