Piłkarz Lecha Poznań Patrik Wålemark to rodowity Szwed, jeden z czterech grających obecnie w Kolejorzu. A to właśnie z reprezentacją Szwecji zagra polska kadra w finale baraży o awans do tegorocznych mistrzostw świata. W półfinale biało-czerwoni po ciężkim boju pokonali Albanię, a ekipa "Trzech Koron" wyeliminowała Ukrainę (3:1). Zdaniem piłkarza Kolejorza trudno jednoznacznie wskazać faworyta wtorkowego spotkania.
Patrik Wålemark zgadza się z ekspertami, którzy twierdzą, że piłkarski poziom reprezentacji Polski i szwecji jest zbliżony, dlatego faworyta trudno wskazać.
Oba zespoły mają dużo jakości, pod tym względem te reprezentacje są podobne. Na pewno jesteśmy podbudowani ostatnim meczem. Trudno wskazać jakieś większe różnice między tymi drużynami, myślę, że o wyniku zdecydują detale. Na pewno takim może być choćby gra przed swoimi kibicami, to zawsze jest handicap. Mam nadzieję, że stadion w Sztokholmie okaże się dla nas szczęśliwy
Reklama
- powiedział w rozmowie z redaktorem Marcinem Pawlickim Patrik Wålemark. Chwali jednak swoich rodaków za mecz półfinałowy:
Przeciwko Ukrainie zagraliśmy bardzo rozważnie, mądrze taktycznie. W piłce tak jest, że po kilku złych wynikach, a takie mieliśmy w kwalifikacjach grupowych, byliśmy już na krawędzi. Wtedy też pojawia się nerwowość. Natomiast w spotkaniu przeciwko Ukrainie byliśmy bardzo opanowani, wiedzieliśmy, jak chcemy grać.
Dodatkowym argumentem może być gra na "swoim" terenie, ale utrudnieniem jest brak kilku piłkarzy, w tym kluczowych, jak: Alexandra Isaka, Dejana Kulusevskiego, Emila Kraftha, czy Isaka Hiena.
To jest pewien problem. Na pewno będzie ich brakować na boisku, bo oni mogą zrobić różnicę. Natomiast ostatni mecz z Ukrainą pokazał, że jesteśmy w stanie skutecznie powalczyć także bez tych największych "nazwisk" i to jest też bardzo pozytywne
- skomentował Walemark.
Mecz Szwecja - Polska rozegrany zostanie we wtorek o godz. 20.45.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze