Jovana Popović to serbska koszykarka Enei AZS-u Politechniki Poznań. W składzie Akademiczek gra już szósty sezon, ale po raz pierwszy jako kapitan. W rozmowie z Michałem Bondyrą rozgrywająca opowiedziała o obecnych rozgrywkach, jej roli w drużynie, ale także o: relacji z babcią, tacie – surowym recenzencie, miłości do kawy, sernika oraz thrillerów.
Michał Bondyra: Za Wami 16 meczów w Orlen Basket Lidze Kobiet. Wygrałyście 11 z nich, zajmujecie w tabeli 4. miejsce. Jak oceniasz ten czas?
Jovana Popović, kapitan koszykarek Enea AZS Politechniki Poznań: Do tej pory mamy bardzo dobry czas. Jestem z niego zadowolona i myślę, że cały zespół, sztab trenerski, ale też kibice są zadowoleni z naszej gry i wyników do tej pory.
Indywidualne statystyki też masz świetne. Średnia 16,6 punktu na mecz, 3 asysty i średnio ponad 32 minuty na parkiecie w każdym spotkaniu. To jeden z Twoich najlepszych sezonów w Poznaniu?
- Faktycznie nie jest źle. Cieszę się, że moja gra pomaga zespołowi. Jestem najbardziej doświadczona, więc może dlatego (śmiech).
Skoro mówimy o Twoich wynikach, rekordach, to muszę zapytać o Bochnię. Przeciw Contimaxowi zdobyłaś aż 39 punktów i pod nieobecność Jessiki Carter wzięłaś ciężar wyniku na swoje barki. Pamiętasz kiedyś taki mecz, żebyś rzuciła aż tyle punktów?
- W Polsce na pewno nie, ale w Serbii zdarzało się rzucać ponad 50 punktów. Co do Bochni to długo nie wiedziałam, że wygląda to aż tak dobrze. Po prostu grałam z myślą o tym, że musimy wygrać, bo był to dla nas bardzo ważny mecz. Dopiero w czwartej kwarcie patrzę, a tam ponad 30 punktów.
Bochnię, nie tylko ja, ale wielu kibiców zapamięta z Twojego emocjonalnego pomeczowego komentarza. Wspomniałaś w nim o Jessice i jej umierającej babci. Powiedziałaś też, że ten mecz dedykujesz koleżance i jej babci, bo wiesz co przeżywa, ponieważ Ty też jesteś ze swoją babcią bardzo związana.
- Tak, jestem bardzo mocno związana z moją babcią. I może to też mnie zmotywowało, bo cały czas miałam w głowie to, co się stało naszej koleżance. I może dlatego też dostałam taką dodatkową energię, żeby zagrać dla niej. A moja babcia? Ma 94 lata, dobrze się trzyma, mamy stały kontakt. Nawet przez kamerkę często rozmawiamy. A gdy wracam do Belgradu, codziennie ją odwiedzam. Babcia jest moją fanką, śledzi moje mecze, bo ona uwielbia sport.
Często jesteś w Belgradzie?
- Jestem tam zawsze latem. Nadrabiam wtedy wszystkie spotkania ze znajomymi. Śmieję się, że jest ich tak dużo, że zastanawiam się kiedy ten sezon ruszy, żeby trochę od tego odpocząć.
W Poznaniu jesteś szósty sezon, ale pierwszy raz jesteś kapitanem zespołu Enea AZS Politechniki. Jak czujesz się w roli kapitana?
- To jest dla mnie ogromny zaszczyt, naprawdę. Bycie kapitanem w drużynie w innym kraju to coś wyjątkowego. I bardzo się z tego cieszę. Opaska kapitańska nie motywuje mnie jakość specjalnie, bo ja zawsze jestem bardzo zmotywowana.
Dlaczego mimo wielu ofert z innych klubów Ty ciągle podpisujesz nowe umowy w Poznaniu?
- To proste: bo tutaj czuję się jakbym była w domu. Jest fajnie, więc po co to zmieniać? Wszyscy bliscy, rodzice, znajomi wiedzą doskonale, że w Poznaniu jestem szczęśliwa.
Rodzice często odwiedzają Cię w Poznaniu?
- W każdym sezonie. Przyjeżdżają na kilka dni, w które nadrabiamy czas rozłąki. Teraz właśnie są, ale niestety jutro wyjeżdżają i nie będą mogli być na meczu z Lublinem. Często udaje się, że też kibicują na meczu jak są w Poznaniu. Nie tylko rodzice mnie odwiedzają w Poznaniu, ale koleżanki też.
Mówiłaś, że babcia śledzi Twoje mecze. A rodzice?
- Mama ma takie podejście, że tylko martwi się żebym była zdrowa i nie przytrafiła mi się jakaś kontuzja, ale tata… Tata sam grał w koszykówkę w Partizanie, więc dobrze się na niej zna. Komentuje moje zagrania po każdym meczu. Nawet jak rzuciłam 39 punktów w Bochni miał jakieś swoje uwagi.
Surowy recenzent.
- Oj tak.
Jesteś z Belgradu, tata grał w Partizanie. Rozumiem, że kibicujesz Partizanowi a nie Crvenie Zvezdzie?
- Proszę cię! Tylko Partizan!!! Jest szalik, koszulka, znam przyśpiewki. Ale nie wszystko ci tu zaśpiewam (śmiech). Tata ma karnet, a mnie, jak przyjeżdżam do Belgradu, to kolega załatwia mi bilet. Atmosfera jest taka jak na piłce nożnej. Wyobraź sobie halę na 20 tys. ludzi, na której jest 30 tys.! Mocny, stały doping. Tak jest na Partizanie!
Czyli tata wciągnął Cię w kibicowanie ulubionemu klubowi.
- Tak, jak jestem w Poznaniu śledzę mecze Partizana w telewizji, najczęściej w Eurolidze. Wolę oglądać męskiego kosza od kobiecego basketu.
Sama grałaś w Eurolidze i EuroCup. Jaka jest różnica między tymi rozgrywkami w kobiecym wydaniu?
- W Eurolidze masz 7-8 zawodniczek na wysokim poziomie, w EuroCup jest ich może 5. W zespole, który gra tylko w lidze są 3 może 4.
Myślisz, że ten sezon to będzie dla Was wreszcie ten z medalem i pucharami?
- Mam nadzieję, bo na razie to bardzo dobrze wygląda. Wydaje mi się, że jesteśmy coraz lepsze. Skład mamy chyba najbardziej zgrany odkąd tu jestem. Jest w zespole chemia, bardzo dobra atmosfera.
Jak oceniasz poziom Orlen Basket Ligi Kobiet?
- Teraz mamy przepis, że na boisku muszą być dwie Polki, w tym jedna młoda do 23 roku życia. W ten sposób na parkiecie są maksymalnie 3 zawodniczki z zagranicy. Kiedyś mogło być ich pięć. Myślę, że wtedy ten poziom był wyższy.
Jutro gracie mecz z AZS UMCS Lublin. Lubicie z nimi grać, bo wygrywacie. Mało brakowało, żebyście też wygrały w tym sezonie na wyjeździe.
- Tak do dzisiaj żałujemy tego meczu. Prowadziłyśmy jeszcze w samej końcówce, a potem przegrałyśmy po dogrywce. To zwycięstwo było bardzo blisko.
Dla Ciebie Lublin też jest wyjątkowy, bo od tego klubu zaczynałaś grę w Polsce.
- Byłam wtedy na Węgrzech, grałam tam w lidze i w EuroCupie. Co tydzień mecze środa, sobota, po 30 minut. Było bardzo trudno. Poprosiłam agenta, żeby znalazł mi zespół, który nie gra w europejskich pucharach i do tego w Polsce. Zawsze chciałam grać w Polsce.
No i przed tym ostatnim sezonem na Węgrzech grałyśmy turniej w Gdyni przeciwko Wiśle Kraków, w której trenerem był Krzysztof Szewczyk. On mnie zobaczył na tym turnieju. Został trenerem w Lublinie i zaproponował mi kontrakt. Usłyszałem, że nie grają w pucharach, więc podpisałam umowę.
Skąd ta chęć do gry w Polsce?
- Bo mam starszą koleżankę, która grała w Eurolidze. Zawsze mówiła, że polska liga jest w top 5 w Europie. Grałam już w Turcji, to chciałam spróbować. Spodobało mi się i zostałam.
Trener Wojciech Szawarski do Poznania też przyszedł z Lublina. Jak Wam się przez te wszystkie lata współpracuje?
- Bardzo dobrze nam się współpracuje. Cenię go za to, że jest taki spokojny. I że zawsze chce słuchać. Jak jest jakiś problem, możemy z nim pogadać. Jest nie tylko dobrym trenerem, ale też dobrym człowiekiem i to jest też ważne.
Porozmawiajmy o koleżankach z drużyny. Są takie dziewczyny, z którymi wspólnie wychodzicie gdzieś wspólnie do miasta?
- W zeszłym sezonie, jak grała u nas Estonka Mailis Pokk, Alicja Rogozińska i kapitanka Aga Skobel to we trójkę chodziłyśmy na kawę. Ala jako najmłodsza miała taką rolę, żeby wybierać kawiarnię.
Jako najmłodsza też płaciła?
- Nie, nie, każda płaciła za siebie (śmiech).
Ale żadnej z tych koszykarek w zespole już nie ma: Agnieszka Skobel zakończyła karierę, Mailis Pokk gra w Bydgoszczy, a Alicja Rogozińska w Warszawie.
- Aga została w Poznaniu, więc nadal często się widujemy. Z Mailis i Alą też się widujemy, jak mamy dzień wolny.
Z Mailis i Alicją często jesteście po drugiej stronie barykady, jako rywalki.
- Przed meczem i po meczu jesteśmy przyjaciółkami, ale w trakcie… nie ma, że boli.
No dobrze, a z którą z obecnych koleżanek mocniej się trzymasz?
- Z każdą dziewczyną mam super relację. Na kawę najczęściej chyba idziemy z Maliną (Piasecką – przyp. MB), „Pszczołą” (Aleksandrą Pszczolarską – przyp. MB) i Ruto (Natalią Rutkowską – przyp. MB).
Jesteś kawoszką, a co lubisz zjeść do kawy?
- Ciastko, najlepiej sernik.
Sernik jest mocno kaloryczny.
- Ale ja o kalorie dbać nie muszę. Wręcz przeciwnie, muszę więcej jeść żeby je uzupełnić.
Koszykówka wypełnia Twoje życie. Lubisz też spotykać się z rodziną i znajomymi. Co jeszcze robisz w wolnym czasie?
- Spaceruję i oglądam seriale, najlepiej thrillery.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bierze Odpowiedzialność Za Mecz Za Zespół Jakby Ktoś Z Naszej Krainy To Kraina Wiecznego Spełnienia Tu Nikt Nie Zaznaje Przykrości A I Nie Jest Zawiedziony Mile Widziana W Krainie Naszej … Autor I Opracowanie; Krasnal I Złota Rybka Skrzat Muchomory Pszczółka Oraz Zaprzyjaźniony Świat Baśni 2026-01-27
Bierze Odpowiedzialność Za Mecz Za Zespół Jakby Ktoś Z Naszej Krainy To Kraina Wiecznego Spełnienia Tu Nikt Nie Zaznaje Przykrości A I Nie Jest Zawiedziony Mile Widziana W Krainie Naszej … Autor I Opracowanie; Krasnal I Złota Rybka Skrzat Muchomory Pszczółka Oraz Zaprzyjaźniony Świat Baśni 2026-01-27