W wieku 12 lat trafił do słynnej akademii FC Barcelony, gdzie musiał szybko nauczyć się samodzielności i życia z dala od domu. Dzisiaj Filip Siewruk rozpoczął nowy etap w Enei Baskecie Poznań. W rozmowie z Michałem Bondyrą opowiedział o tym, dlaczego wybrał drużynę trenera Edmundsa Valeiki, czego nauczyła go Hiszpania, czy tata-trener to atut, czy przeszkoda i które umiejętności najbardziej chce pokazać poznańskim kibicom.
Michał Bondyra: W filmie, w którym przedstawiasz się poznańskim kibicom powiedziałeś, że powodem twojego przyjścia do Poznania jest trener Edmunds Valeiko. Dlaczego?
Filip Siewruk, koszykarz Enei Basketu Poznań: Zanim przechodziłem do Astorii Bydgoszcz trener Edmunds Valeiko ze mną rozmawiał. W połowie sezonu, gdy byłem w Bydgoszczy też. Od paru lat byliśmy w kontakcie, a trener był zainteresowany naszą współpracą. W wakacje postanowiłem pójść w tym kierunku, bo uważam, że styl gry drużyn i styl pracy trenera Valeiko bardzo mi odpowiada i daje szansę na to, by zrobić duży postęp. Trener grał kiedyś w koszykówkę zawodowo i rozumie basket nie tylko od strony ławki trenerskiej. To wszystko ma znaczenie i wierzę, że czas naszej współpracy wyjdzie mi na plus.
Znałeś kogoś wcześniej z obecnego składu Enei Basketu?
Michała Samsonowicza. Zanim przyszedłem do Spójni Stargard miałem okazję przez dwa tygodnie potrenować wspólnie z nim w pre season w Toruniu. Wygraliśmy wspólnie jakiś turniej, on został w Toruniu, a ja poszedłem do Spójni.
Jakie masz skojarzenia z Poznaniem?
Byłem tu tylko raz, gdy graliśmy z U19 mecze, chyba w półfinałach. Przez kilka lat byłem za granicą, w Hiszpanii, a po powrocie było sporo klubów, w różnych miastach. Jeździłem z nimi tylko na mecze.
Skoro o polskich klubach: w Decka Pelplin, a wcześniej w Fulimpexie Starogard Gdański, czy Enea Abramczyk Astorii Bydgoszcz byłeś za każdym razem ważnym koszykarzem. Tutaj ma być podobnie?
Z trenerem Valeiko rozmawialiśmy, że będę miał tutaj ważną rolę do odegrania. Jestem graczem, który ceni sobie ciężką pracę, by być pożytecznym dla zespołu i pomóc w odnoszeniu zwycięstw.
Twoją mocną stroną są rzuty trzypunktowe. Trenujesz ten element dodatkowo?
Mam wpojone od dziecka, że strzelec, żeby trafiać musi rzucać. Cały czas po treningach lub przed nimi zostaję, by jeszcze trenować. To taki wewnętrzny obowiązek wobec siebie. Robię to po to, by poprawiać różne elementy, nie tylko rzuty trzypunktowe. Chodzi o to, żeby być powtarzalnym, by stawać się lepszym. Jako zawodnik profesjonalny nie możesz skupiać się tylko na jednej rzeczy. Poza trójkami, które mam w granicach 40 proc. trafionych na mecz, pracuję nad kozłem, bo wysocy gracze nie kozłują piłki tak dobrze, jak niżsi. Chcę w tym elemencie się poprawić, żeby mieć potem przewagę na boisku. Mam też mocny pierwszy krok w minięciu, nad nim też pracuję. Daje on jeszcze większą przewagę przy minięciu lub odrzuceniu piłki na obwód do kolegów. Lubię ciężką pracę. Tego nauczyłem się w Hiszpanii i w Ekstraklasie.
Twój tata zakładał klub Basket Koszalin, był też zawodowym graczem. Miałeś jakąś alternatywę, by uprawiać coś innego niż koszykówkę?
Ta alternatywa oczywiście była. Ale od dziecka, gdy tata już na końcu grał w jakiejś amatorskiej lidze, przychodziłem na trybuny i go dopingowałem, nie wiedząc jeszcze o co do końca chodzi w tej grze. Dla mnie czy dla mojego brata ta koszykówka była zawsze blisko. Zakochaliśmy się w niej. Do dziś przy domu mamy boisko, na którym razem z tatą i bratem gramy, gdy są wakacje. Tak spędzamy wolny czas.
Brat Antek też jest koszykarzem?
Tak. Dwa ostatnie sezony grał w USA, zlądował do domu i w sierpniu znowu leci do Stanów.
Tata był twoim pierwszym trenerem. Czy teraz wciąż ci podpowiada?
Gdy w wakacje masz trenera w domu, to warto z tego korzystać. Jak mamy wolną halę, to razem na nią idziemy. Jak chcę poprawić jakiś aspekt gry, to nad nim wspólnie pracujemy. Wspólnie też oglądamy video i analizujemy co można zrobić lepiej i to robimy. Tata ma ogromną wiedzę, więc żal byłoby z niej nie skorzystać.
Wspomniałeś wcześniej o Hiszpanii. W CV masz wielką Barcelonę. Jak i kiedy się tam znalazłeś?
Miałem dwanaście lat i grałem na wypożyczeniu na Litwie, w Tornado Kowno. Tam wygrywając wicemistrzostwo kraju w kategorii wiekowej, dostałem nagrodę dla najlepszego debiutanta ligi. Zauważyli mnie skauci i zaprosili na testy. Po nich podpisałem pięcioletni kontrakt w Barcelonie.
Byłeś jeszcze dzieckiem. Tata poleciał z tobą do Hiszpanii?
Tak, ale mieszkał gdzie indziej. Widziałem się z nim np. tylko na dwie-trzy godziny w niedzielę. I tak co tydzień. To nie było dla mnie łatwe. Musiałem szybko dojrzeć, nauczyć się samodzielności, sam robić lekcje, prać. Mieszkałem wtedy w akademiku La Masia, tam gdzie wszyscy pozostali zagraniczni zawodnicy.
Szkoła życia?
Była taka zasada, że autobus do szkoły odjeżdżał o godz. 8.25. i nikt cię na niego nie budził. Jak się spóźniłeś, to musiałem dotrzeć do szkoły na własną rękę. Taksówką. Na własny koszt. Taksówki były bardzo drogie, bo kurs kosztował 40 euro, a my mieliśmy tylko 100 euro kieszonkowego na miesiąc.
Dwa razy zaspałeś i było po kieszonkowym.
Dokładnie tak. Szybko nauczyłem się budzić wcześniej, robić sobie śniadanie, zjeść je i być gotowym na odjazd autobusu.
Po powrocie ze szkoły mieliśmy drugi posiłek, potem lekcje, potem pierwszy trening i drugi trening. Tak wyglądał tam mój pobyt.
Nie miałeś kryzysów?
Tak naprawdę podczas tego pięcioletniego pobytu w Hiszpanii miałem tylko jeden kryzys w drugim roku kontraktu. Miałem 14 lat a na tą sytuację złożyło się wiele rzeczy. Finalnie rodzice musieli do mnie przyjechać. Wyobraź sobie, że w Polsce w ciągu roku byłem może miesiąc na wakacjach letnich, jak były zgrupowania polskiej kadry i jeden dzień - 26 grudnia na Boże Narodzenie. Patrząc na ten okres w Katalonii uważam, że poradziłem sobie wyśmienicie. Dziś Hiszpania i Barcelona to mój drugi dom.
Co dało Tobie te pięć lat w Hiszpanii?
Jak byłem w domu i mama chciała mnie czegoś nauczyć, śmiałem się i odpowiadałem: „mamo ja już to umiem”. Gdy zaczynałem gimnazjum w Barcelonie nie umiałem słowa po hiszpańsku, tym bardziej po katalońsku, a mój angielski też nie był na super poziomie. W pierwszym roku siedziałem z tabletem i tłumaczem Google w ostatniej ławce i słowo po słowie tłumaczyłem. Pisałem po hiszpańsku: „żaba”, „kot”. Zaczynałem od najprostszych słówek. Po półtora roku zacząłem już normalnie rozmawiać. Dziś mówię płynnie po hiszpańsku, katalońsku – bo tego języka używa się w Barcelonie najwięcej, no i oczywiście po angielsku.
Dlaczego wróciłeś do Polski?
Po kontrakcie w Barcelonie podpisałem dwuletni kontrakt w Baskonii. Miałem tam grać, ale wydarzyła się pandemia i ligi tam nie grały aż do grudnia. A ja chciałem grać. Tym bardziej, że po lockdownie polska ekstraklasa ruszyła szybciej. Miałem kilka ofert z ekstraklasy i podjąłem decyzję, że nie będę czekał. Baskonia uznała, że nie będzie utrzymywać drugiego zespołu i cała nasza piątka najlepszych graczy gdzieś poszła na wypożyczenie. Ondrej Hanzlik gra do dziś w San Sebastian, a pozostali też grają po Europie. Ja wróciłem do Polski, do Spójni.
Grałeś w blisko 30 meczach Polskiej Ligi koszykówki. Najpierw była wspomniana Spójnia Stargard, potem Stal Ostrów i na końcu Anwil Włocławek. Który z tych klubów wspominasz najlepiej?
Najlepiej wspominam Ostrów i Włocławek, bo to były dwa najbardziej profesjonalne miejsca. W Ostrowie bardziej czułem się częścią zespołu, bo tam moja rola była większa. W Anwilu grałem mało, ale nauczyłem się dużo jeśli chodzi o pracę, etykę, żywienie, regenerację. Obu tych sezonów zarówno w Stali, jak i w Anwilu nie żałuję. Nauczyłem się tam bardzo wiele nie tylko na boisku. We Włocławku na swojej pozycji miałem Luka Petraska, z którym do dziś mamy dobry kontakt, w Stali reprezentanta Łotwy Ojārs Siliņša, który dał dwa mistrzostwa Legii, czy Nemanję Đurišicia i Damiana Kuliga. To byli gracze, od których mogłem wiele czerpać. Bardzo dobrze wspominam też współpracę z Arturem Packiem, który w Ostrowie nauczył mnie właściwego podejścia do przygotowania fizycznego. Mam nadzieję, że to wszystko czego się wtedy nauczyłem kibice zobaczą w tym sezonie w Enei Baskecie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze