Reklama

Batalia o przetrwanie „polskiej Monzy”. Sebastian Urbaniak: To był ostry zakręt, który się jeszcze nie skończył

Jedyny w Polsce obiekt z homologacją FIA miał zostać zamknięty przez normy hałasu, które przekracza zwykła rozmowa. Choć sezon rusza zgodnie z planem, przyszłość Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski wciąż wisi na włosku. „To był ostry zakręt, ale nie szachownica” – mówi Sebastian Urbaniak, członek zarządu Automobilklubu Wielkopolskiego, dyrektor WSMP w rozmowie z Michałem Bondyrą. Czy absurdalne przepisy i presja deweloperów doprowadzą do upadku legendy, która szkoli kierowców od 1977 roku? Poznaj kulisy walki o mekkę polskiego motorsportu.

Michał Bondyra: Decyzja o zamknięciu Toru Poznań została czasowo wstrzymana. To oznacza, że w niedzielę otwarcie sezonu na Torze odbędzie się zgodnie z planem. Czy w związku z tymi perturbacjami, które miały miejsce, coś w niedzielę się zmieni?
Sebastian Urbaniak, członek zarządu Automobilklubu Wielkopolskiego:
Z naszej strony nic się nie zmienia. Koledzy, którzy są naszymi partnerami chcą też potrenować, bo to, co będzie w niedzielę, to de facto pewnego rodzaju otwarty dla kibiców trening. Tak, jak w zeszłym roku hitem pewnie będzie Audi R8 LMS GT3 EVO II z najwyższą specyfikacją LMP naszego zawodnika Mariusza Nierychlewskiego. Będą też auta klasy Cup, bezpieczne, z klatką, przygotowane do bardzo szybkiego ściągania. Przez to, co się wydarzyło, tegoroczne otwarcie sezonu nabierze rangi mocno społecznej i w tym kontekście kibiców i mediów może być dużo więcej niż przed rokiem. Jak zwykle wejście będzie za darmo. Nowością jest to, że biletowane w tym sezonie będą Wyścigowe Samochodowe Mistrzostwa Polski, bo robimy z nich imprezę masową. Ale wierz mi, że pojedziemy, mówiąc po naszemu, po wyścigowemu. To co się ostatnio działo to był ostry zakręt, ale nie szachownica. Zakręt, który się jednak nie skończył.

Zakręt – czyli decyzja o zamknięciu toru spowodowany był przekroczeniem norm hałasu, które na dwóch ulicach w Przeźmierowie – Magazynowej i Krańcowej mają normy surowsze niż na pozostałych ulicach. 
Doszło do kuriozalnej sytuacji, za którą nie winię Inspektora Ochrony Środowiska, bo on się tylko trzymał litery prawa. Temat ciągnie się od lat. Wiemy, że to nie jest cichy sport, ale dwie ulice z dużo ostrzejszymi normami od pozostałych to sytuacja co najmniej dziwna. Mało tego podczas rozmowy z inspektorem jeden ze słuchaczy powiedział, że po zamknięciu toru i tak norma hałasu ustalona na 50 dB była przekroczona. Odczyt pokazywał 52-52 dB.

Reklama

Norma 50 dB to natężenie hałasu, które generujemy w tej rozmowie...
Nikt nie wie dlaczego te ulice mają tak wyśrubowane normy. Nasz tor jest jednym z najcichszych tego typu w Polsce. Normy decybeli dla ulic w Warszawie ustalone są na 55 dB. I nasz obiekt po naszych zabiegach zszedł do tego poziomu. To jest dobry wynik, bo ta walka trwa już dość długo. My mamy swoje instalacje, które badają poziom głośności naszym zawodnikom, którzy ścigają się na Torze Poznań o tytuł Mistrza Polski. Decybele są w pewnych sytuacjach podwyższone. Dzieje to się, gdy na przykład wiatr nakłada pasma z ulicy Bukowskiej, a u nas nie ma żadnego eventu! Uważam, że dobrze się stało, że ta sprawa rozlała się do przestrzeni publicznej i z tego miejsca każdemu, kto się zaangażował w obronę Toru Poznań od kibica po posła czy senatora bardzo dziękuję.

W tle jest temat mieszkańców, którym przeszkadza hałas. Warto dodać, że Tor Poznań, który istnieje od 1977 roku był dużo wcześniej niż powstały tam domy. Ba, był poza Poznaniem w sąsiedztwie lotniska Ławica. Ławica nie przeszkadza?
Lotnisko Ławica płaci za to, że jest głośna. Od razu jednak dodam, że jako obiekt użyteczności publicznej tego robić nie możemy. Ale być może chodzi o to, żeby wymóc jakieś opłaty i by sąsiadujący z torem nieprzychylni nam mieszkańcy ten temat nadmiernego hałasu zgłaszali? Nie rozstrzygam. Ale słyszałem na przykład, że w skrzynkach niektórych mieszkańców w Przeźmierowie pojawiały się ulotki z gotowymi formularzami, jak zgłaszać nadmierną głośność toru. Jak ktoś daje narzędzie, to mieszkańcy z tego korzystają. 
Staram się zachować postawę sportowca i nie robić z tego afery. Myślę, że rozwiązaniem jest ujednolicenie poziomu dopuszczalnego hałasu na obu ulicach, do norm pozostałych ulic. To co spotkało Tor Poznań może zaraz dotknąć inne obiekty sportowe. Zgłaszają się do nas kluby piłkarskie czy żużlowe, którzy też boją się o to, że może ktoś im zamknąć obiekty. 

Reklama

Słyszałem, że rozwiązaniami mogą być ekrany akustyczne. Co ty na to?
No tak, tylko, że my je już na torze założyliśmy i przez wiatr decybele się na siebie nakładały i wcale nie było ciszej. Powinniśmy chyba teraz stworzyć potężny balon nad torem. Ale to nierealne. Reasumując poziom 55 dB jest dla nas ok. Myślę, że trzeba pomyśleć o jakimś systemowym rozwiązaniem wokół toru.

Toru, który powstał w 1977 roku, zanim zaczęli się budować developerzy i zanim zaczęli się wprowadzać mieszkańcy. 
Tor został oddany do użytku w 1977 roku, ale budowany był kilka lat wcześniej. Ludzie zaczęli się tam wprowadzać dużo później chyba ze świadomością z czym sąsiadują, tym bardziej, że dzięki naszemu sąsiedztwu ceny za metr też były niższe. Myślę, że trzeba to jakoś usankcjonować, że w wybrane dni i godziny takie obiekty, jak nasz będą po prostu głośne. Musimy sprawę przepracować ze starostą. Najpierw podnieść normy dopuszczalnych decybeli na tych dwóch ulicach, a potem zająć się kompleksowym rozwiązaniem problemu.

Reklama

Decyzja Inspektora o zamknięciu Toru Poznań została wstrzymana po odwołaniu się Automobilklubu Wielkopolskiego – który torem zarządza. Jakich argumentów użyliście?
Jako zarząd chcieliśmy pokazać plusy społeczne, tego co robimy na Torze. Bo tam jest nie tylko ściąganie, ale i szkolimy na nim młodych kierowców oraz służby mundurowe. Prędkość może być dla tych ostatnich narzędziem do zatrzymywania innych użytkowników, którzy przekraczają ją w ruchu ulicznym. Wciąż pracujemy nad zmniejszeniem poziomu hałasu i na bieżąco to monitorujemy. Poza tym jeździmy tylko do 18.00, a gdy na przykład kiedyś proboszcz jednej z parafii prosił nas, byśmy nie trenowali w daną niedzielę, bo miał Pierwszą Komunię Świętą, też się dogadaliśmy. Inna rzeczą jest to, że wyciągamy ludzi z ulic na tor. Poza tym tor to wizytówka miasta. Byłeś przecież na Monzy ostatnio, prawda?

Tak – pewnie bym nie był, gdyby nie legenda Autodrome Natiolnale Monza, na którym się ściga Formuła 1, no i nie wcześniejsze wizyty na Torze Poznań.
No właśnie. Naszą Monzą jest Tor Poznań. Bo mamy tylko jeden taki tor w Polsce! Pamiętam różne tory, też we Włoszech, na przykład Misano, gdzie zgromadziła się wokół niego ogromna społeczność, która żyje tymi eventami i która obroniła go, gdy trzeba było. 

Reklama

Wspomniałeś, że Tor Poznań to jedyny taki tor w Polsce. Na czym polega jego wyjątkowość?
Zacznę od tego, że gdy gruchnęła informacja o zamknięciu toru miałem telefony z Litwy, Łotwy, Estonii, ze Słowacji i z Czech. Nie tylko ze słowami solidarności, ale też z zapewnieniem, że mogą udostępnić swoje tory. Były też pytania: „O co chodzi? Przecież to wasza mekka?” I to jest prawda, bo FIA tylko nam daje homologację na przeprowadzanie wyścigów klasy Mistrzostw Polski zarówno dla samochodów jak i motocykli. To jest około tysiąca licencji wystawionych przez Polski Związek Motorowy dla wyczynowych kierowców. Poza Wyścigowymi Samochodowymi Mistrzostwami Polski mamy Mistrzostwa Polski motocykli, Rallycross i drift, którego finały też są w Poznaniu!

Przy okazji driftu warto wspomnieć o kolejnej funkcji społecznej, bo ci co wcześniej ścigali się nielegalnie po ulicach Poznania teraz robią to legalnie na torze.
Mamy nawet kilkunastu zawodników, którzy zaczęli ściąganie pod marketem na ulicy, zbudowali auto z homologacją, zrobili licencję i w tej chwili walczą o Mistrzostwo Polski.

Reklama

Zaczęliśmy od otwarcia sezonu, to na koniec zapytam cię o to, co jest najbliższe twojemu sercu: Wyścigowy Samochodowe Mistrzostwa Polski. Już wspomniałeś, że w tym sezonie będą bilety…
Cztery z pięciu eliminacji będą na Torze Poznań, jeden na Slovakia Ring. Licząc od weekendu 15-17 maja odbywać się będą co miesiąc. Wprowadziliśmy bilety, bo będzie to sezon jeszcze lepiej opakowany medialnie. Każde WSMP będzie miało swoją relację „na żywo”, którą można będzie śledzić na telebimie. Będą też powtórki z mijanek, moc adrenaliny i emocji. Zobaczycie pełne spektrum klas: od maluszków do LMP ścigających się w wyścigach długodystansowych. A wierz mi, że maluch na zakręcie to groźna bestia, tym bardziej jak walczy łeb w łeb, a na mecie jest o 0,006 sek. szybciej od rywala! Bilety już niedługo pojawią się w przedsprzedaży. 

Życzę aby żadna decyzja inspektora ochrony środowiska nie pokrzyżowała tych planów
Mocno wierzę, że nie pokrzyżuje.
 


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/04/2026 09:05
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości