Reklama

WYWIAD. Kacper Siejek - szalejący na skrzydłach fan Realu Madryt i Counter-Strika

Piłkarz ręczny Kacper Siejek pochodzi z Wolsztyna. W Enei Grunwaldzie Poznań gra już kilka lat i świetnie spisuje się na prawym skrzydle. W tym sezonie jest drugim strzelcem drużyny. Michałowi Bondyrze opowiedział o przygotowaniach do drugiej części sezonu, nad czym pracuje przed rundą wiosenną, o rodzinnym Wolsztynie, początkach w piłce… nożnej, powrocie do Poznania, miłości do Realu Madryt i radzeniu sobie ze stresem.

Michał Bondyra: Za wami zwycięski turniej w Gryficach i przegrany sparing w hali przy Newtona. Ograliście wicelidera Ligi Centralnej Stal Gorzów, jedną bramką wygraliście na wyjeździe z liderem tabeli Sandrą SPA Pogoń Szczecin, a w rewanżu jedną przegraliście. Przywiązujesz wagę do meczów towarzyskich?
Kacper Siejek, skrzydłowy Enei Grunwaldu Poznań: Zwycięstwo z pierwszym i drugim zespołem w tabeli buduje morale na początek przygotowań. Z liderem – Sandrą SPA Pogonią wczoraj ten drugi mecz co prawda minimalnie przegraliśmy, ale po bardzo wyrównanej grze. Dla nas nie ma znaczenia, czy to jest mecz kontrolny czy liga, bo my do każdego spotkania chcemy się dobrze przygotowywać, grać coraz lepiej i wygrywać. Chociaż wiadomo, że adrenalina w meczach towarzyskich jest nieporównywalna do tych ligowych. Po zakończeniu rundy trener Michał Tórz przeanalizował co można byłoby jeszcze poprawić w grze, zaczął wdrażać nowe rzeczy tak, żeby dobrze funkcjonowały one w drugiej rundzie.

O jakich nowych rzeczach mówisz?
- Przez kontuzje Mikołaja Przybylskiego, Dawida Bujoka, a teraz drobny uraz Mikołaja Płoskiego musimy kombinować. Mimo tych nieobecności, udało nam się wygrać mecze ze ścisłą czołówką, więc mamy potencjał w zespole. Każdy może coś wnieść do drużyny, bez uszczerbku na jej jakości. 

Reklama

Na czym najbardziej skupiacie się podczas przygotowań?
- Na pewno dużą uwagę przykładaliśmy do przygotowania fizycznego, bo już po świętach tak naprawdę dostaliśmy plan.

Czyli przygotowania zdominowała siłownia? 
– Siłownia, bieganie w śniegu, po lodzie. Rzeczy, które niekoniecznie lubię, ale wiem, że trzeba wykonać. Wszystko po to, żeby zbudować bazę przed rundą, żeby potem przejść do tego, co jest zdecydowanie przyjemniejsze – do gry w hali.

W poprzedniej, udanej dla was rundzie dwa razy znalazłeś się w siódemce kolejki. Czy takie indywidualne wyróżnienia są dla Ciebie ważne?
- Zawsze fajnie jest być wyróżnionym. To, że udało mi się znaleźć w siódemce kolejki po dobrych, wygranych meczach, zawsze działa motywująco.

Reklama

A skoro jesteśmy przy Twoich indywidualnych statystykach. Jesteś drugim strzelcem Grunwaldu. W 13 spotkaniach rzuciłeś 54 bramki. Daje to ponad cztery bramki na mecz. Miałeś wiele sezonów, kiedy ta średnia wynosiła ponad pięć. Jak oceniasz tę rundę?
- Zdarzało się, zdarzało, ale myślę, że teraz też jest dobrze. Nie jesteśmy drużyną, która rzuca bardzo wiele bramek, więc nie będziemy mieli zawodnika, który będzie miał 100 trafień w połowie sezonu. U nas dorobek strzelecki rozkłada się na większą liczbę zawodników. Jesteśmy kolektywem. Brak wyraźnego lidera strzelców sprawia, że jesteśmy trudniejsi do rozszyfrowania, bo każdy może grozić celnym rzutem.

Spodobało mi się jedno zdanie, które wyczytałem o Tobie, że potrafisz trafiać w kluczowych momentach, bo nie masz układu nerwowego. Jak sobie radzisz ze stresem, kiedy jest ten moment w spotkaniu, gdy ważą się losy zwycięstwa?
- W pierwszym meczu z Legnicą, gdzie zdobyłem bramkę na wagę zwycięstwa w ostatnich sekundach, nawet nie myślałem o tym, czy trafię, czy nie. Realizowałem polecenie trenera, rzuciłem i wygraliśmy. W takich momentach nie analizujesz, są emocje, adrenalina, idziesz z flow. Po prostu robisz to, co umiesz.

Reklama

Mimo 26-lat jesteś już bardzo doświadczonym zawodnikiem. Czy wciąż towarzyszy Tobie stres przed meczem?
- Zwykle nie stresuję się dzień przed meczem, ale już godzinę przed się zdarzało. Tak było na przykład przed spotkaniem z Nielbą, gdzie wcześniej grałem. 

Byłeś tam cały sezon.
- Tak, więc sentyment pozostał. I są tam koledzy, z którymi grałem, więc mały stres był.

Masz jakieś swoje rytuały przed meczem?
- Przed meczem robię to samo, co zawsze. Po prostu się relaksują, najczęściej grając w gry, głównie Counter-Strike. 

Reklama

Powiedz coś o swoich atutach?
- Myślę, że przede wszystkim daję drużynie skuteczność. Bo ta skuteczność była w pierwszej rundzie dobra. Drugim moim atutem jest szybkość.

A nad czym musisz jeszcze popracować?
- Nad grą w obronie. Wiem, że trener zrobił statystyki po rundzie, z których wyszło, że udało mi się zrobić trochę przechwytów, ale gra w obronie to nie tylko przechwyty, więc mam jeszcze nad czym pracować.

Wspomniałem, że w piłkę ręczną grasz już kilkanaście sezonów. Pochodzisz z Wolsztyna – miasta, gdzie króluje szczypiorniak. 
- To prawda. To był czas gimnazjum. Zaczynałem w Wolsztyniaku, chociaż najpierw była piłka nożna. Tam też byłem skrzydłowym. A że koledzy grali w piłkę ręczną, to do nich dołączyłem. Po okresie trenowania obu dyscyplin, przyszedł czas wyboru i postawiłem na to, co mnie bardziej interesowało, czyli na piłkę ręczną.

Reklama

W Wolsztyniaku grałeś dziewięć sezonów. Sprawdzasz wyniki tego zespołu? Wciąż masz w nim kolegów?
- Cały czas śledzę wyniki Wolsztyniaka, bo spędziłem tam wiele lat i sporo się tam nauczyłem. Mam też kolegów, którzy wciąż grają w tym klubie. Trener Marcin Pietruszka, który mnie trenował wciąż tam trenuje. Teraz Wolsztyn buduje zespół na młodych chłopakach, a ja mocno ściskam za nich kciuki. 

Często wracasz do domu, do Wolsztyna? 
- Ostatnio trochę mniej, ale jak jest jakiś wolny weekend, czy nawet niedziela, to wracam, bo z Poznania jest niedaleko.

Reklama

Do Grunwaldu dołączyłeś w 2022 roku. Wojskowi byli w pierwszej lidze, ale z aspiracjami na awans. Jak to się stało, że dołączyłeś do klubu z Poznania?
- Dostałem wiadomość od trenera Michała Tórza, że brakuje mu skrzydłowego, więc fajnie by było, jakbym się pojawił na treningu. Przyjechałem, trener Michał stwierdził, że się przydam i zostałem. 

Ale już w sezonie 2023/24 przeszedłeś do Wągrowca do Nielby. Dlaczego?
- Byliśmy z Grunwaldem po sezonie, w którym były wielkie nadzieje na awans do Ligi Centralnej, których nie udało nam się zrealizować. Był nowy zarząd, drużyna była w przebudowie, a ja dostałem telefon z Wągrowca. Nielba była w Lidze Centralnej, chciałem spróbować.

Reklama

Jakie wspomnienia masz z Wągrowca?
- Ten rok w Nielbie był ciężki, ale myślę, że sporo się tam nauczyłem. Grałem pierwszy raz na szczeblu Ligi Centralnej, a na treningi i mecze musiałem dojeżdżać. To zabierało mi sporo czasu, nie to, co w Poznaniu. Teraz jedziesz 20 minut i jesteś w domu. 

Dlatego wróciłeś do Grunwaldu?
- Już w trakcie sezonu rozmawiałem z prezesem Pochopniem, bo Grunwald miał problemy na mojej pozycji. Lewoskrzydłowi łatali dziury po prawej stronie. Po sezonie zgłosiłem się, że chcę wracać. Wtedy jeszcze do końca nie było wiadomo, czy Grunwald wejdzie do Ligi Centralnej. Ja jednak postanowiłem, że nawet jak zostanie w 1 lidze i tak chcę grać w Poznaniu. 

Reklama

Jak odnajdujesz się w stolicy Wielkopolski?
- Poznań poznałem zanim przyszedłem grać w Grunwaldzie, bo tu studiowałem inżynierię zarządzania, a później logistykę na Politechnice Poznańskiej. Zresztą teraz w tej logistyce mam pracę. Miasto więc poznałem wcześniej. Bardzo mi się podoba. Fajnie się tu żyje, mam fajnych znajomych. Na tą chwilę nie wyobrażam sobie mieszkać w innym miejscu.

Z kim najbardziej trzymasz się w Grunwaldzie?
- Trudne pytanie, bo trzymamy się jako drużyna razem, ale jakbym miał wybrać z kim najbardziej to postawiłbym na Dawida Krzywickiego, Jakuba Bujnowskiego i Mikołaja Przybylskiego. 

Reklama

Słyszałem, że wspólnie oglądacie ligę mistrzów w piłce ręcznej.
- Tak, to prawda. Kibicuję polskim drużynom. Nie mam jakiejś ulubionej. 

Ale słyszałem, że już w piłce nożnej masz zespół, którego jesteś fanem. 
- Tak, to Real Madryt. Wolę oglądać ich mecze nawet bardziej niż spotkania piłki ręcznej. Oglądam wszystkie mecze Królewskich od meczów pucharowych z trzecioligowcem, przez ligę i ligę mistrzów. 

Jesteś kibicem w kapciach, czy byłeś już na meczu w Madrycie? 
- W Madrycie byłem trzykrotnie. Pierwszy raz w 2014 na meczu z Barceloną. Akurat trafiłem na El Classico z dużą liczbą goli. Leo Messi strzelił hattricka, a Barcelona wygrała 4:3.  Dwa pozostałe mecze w Madrycie były już nudniejsze: bo oba zakończyły się bezbramkowym remisem, zarówno ten z Atletico w 2018, jak i ten ostatni w 2022. 

Reklama

A na mecze Lecha na Bułgarską też chodzisz?
- Zdarza się, ale nie śledzę polskiej ligi, bo ciężko się przestawić z poziomu La Liga na PKO Ekstraklasę. Pod koniec roku byłem na jednym meczu ligowym. Ale nie pamiętam z kim wtedy Kolejorz grał. 

Aplikacja sp360.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android .



Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/01/2026 09:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama