Reklama

Kamil Kumoch zdradził kulisy odejścia z Warty Poznań: „Po awansie usłyszałem, że nie mam szans na grę”

Jeszcze w czerwcu Kamil Kumoch słyszał od trenera, dyrektora i prezesa Warty Poznań, że jest w planach na nowy sezon. Kilka dni później sytuacja się odwróciła o 180 stopni. Były kapitan Zielonych opowiedział Michałowi Bondyrze, dlaczego po wywalczeniu awansu nie dostał szans na grę w pierwszej lidze, jak wyglądały jego ostatnie tygodnie w Warcie i dlaczego zdecydował się na transfer do Podhala Nowy Targ. Czy porozmawiał z trenerem Tokarczykiem? Czy uścisnęli sobie dłonie? No i jakie przesłanie zostawia kibicom Warty.

Michał Bondyra: „Jestem po rozmowach, wygląda na to, że zostaję” – tak mówiłeś mi w czerwcu, po awansie do pierwszej ligi. Co się stało, że 1 września przestajesz być piłkarzem Warty?
Kamil Kumoch, były kapitan Warty Poznań
: Wtedy byłem po rozmowach z trenerem, dyrektorem i prezesem, którzy powiedzieli mi, że widzą mnie w składzie na przyszły sezon. Poza tym wchodziła w życie klauzula, która przedłużała moją umowę o kolejne 12 miesięcy. Po kilku dniach dostałem informację od swojego menadżera, że klub jednak nie widzi mnie w składzie.

Poznałeś powody tej zmiany decyzji?
Dokładne powody nie zostały mi podane. Czekałem na powrót do treningów. Od razu pierwszego dnia po powrocie do treningów dostałem informację od trenera, że nie mam szans na grę. I, że dobrze by było, żebym sobie znalazł nowy klub. I tyle.

Reklama

Ale przecież byłeś kapitanem drużyny, jednym z architektów awansu. Jak to możliwe, że nagle stałeś się niepotrzebny?
Sam nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Oficjalne powody są takie, że powodem były kwestie sportowe. I tak naprawdę na tym się zakończyło. Myślę, że klub, trener, może też dyrektor chcieli coś zmienić i w tych zmianach nie widzieli dla mnie miejsca w składzie. Ale powtarzam, tak naprawdę nie dostałem nigdy innego powodu niż to, że to kwestie sportowe. 

Maciej Tokarczyk pracował z tobą w Wiśle Puławy, sprowadził cię do Warty, zrobił kapitanem. Miałeś okazję z nim pogadać w cztery oczy?
Nie. Na końcu zamieniliśmy kilka słów i tyle.

Reklama

Po tej wiadomości normalnie trenowałeś cały czas z Wartą? 
Nie. Po około dwóch tygodniach miałem opuścić szatnię i zabrać wszystkie swoje rzeczy. W międzyczasie byłem cały czas w procesie treningowym z Wartą, ale te treningi wyglądały tak, że nie byłem brany pod uwagę do żadnych gier taktycznych, chyba, że akurat ktoś wypadł z powodu urazu i musiałem załatać dziurę często nie na swojej pozycji. Trenowałem w grupie, ale nie byłem brany pod uwagę ani w kontekście sparingów, ani później meczów ligowych. 

Koledzy z zespołu cię wspierali w tej sytuacji?
Paru na pewno. W podobnej sytuacji co ja byl Marcel Zyll i Igor Kornobis. Chłopacy mocno się naszą sytuacją przejęli. Ale wiesz, ja nie oczekiwałem, żeby ktoś mnie, dorosłego faceta pocieszał. Oni przecież przede wszystkim musieli myśleć o treningu, skupiać się na pracy i na tym, by dobrze przygotować się do meczów, a nie żeby wspierać Kamila Kumocha. 

Reklama

Po dwóch tygodniach masz opuścić szatnię. Co dzieje się dalej?
Później przydarzyła mi się kontuzja – naderwałem mięsień dwugłowy, który całkowicie mnie wykluczył z treningu. Tydzień trenowałem jeszcze indywidualnie, a później już sam na siłowni i w końcu przesunięto mnie do rezerw.

Grałeś w nich?
Nie, w tych rezerwach cały czas dochodziłem do zdrowia. Te rezerwy wyszły mi trochę na dobre, bo bardzo mi w nich pomógł trener przygotowania motorycznego Piotr Paukszteło. Bardzo jestem mu wdzięczny, że poświęcił mi tyle czasu i że doprowadził mnie do takiej użyteczności, że za tydzień, dwa wchodzę w mikrocykl przedmeczowy w nowym zespole. Teraz jestem po testach medycznych i badaniach i wszystko jest ok, tylko muszę nadrobić braki. 

Reklama

Dużo miałeś ofert?
Było kilka klubów z pierwszej ligi, zgłosiło się też kilka z drugiej. Kontuzja i to, że z kapitana nagle stałem się niepotrzebnym graczem nie ułatwiały rozmów. 

Dlaczego postawiłeś akurat na Podhale Nowy Targ? Lubisz góry?
To nie góry. Wybrałem ten klub z pełną odpowiedzialnością, bo jest tu bardzo dobry trener i fajny zespół.

Poczułeś ulgę, że tak zakończyła się ta saga?
W pewnym sensie teraz na pewno czuję już ulgę, bo ja i moja rodzina byliśmy zmęczeni tą sytuacją. Chcieliśmy znaleźć klub, zmienić otoczenie. Tak jak mówiłem, kontuzja ograniczyła nieco moje negocjacje. Cieszę się, że trafiłem do Podhala, bo przychodzę do dobrego środowiska, do dobrego trenera, do klubu, który ma duże ambicje, który jest co prawda nie jest tak dużym klubem, jak Warta Poznań, gdzie jest wielu pracowników, duże miasto i naprawdę sporo kibiców. Tu jednak też są ludzie ambitni, głodni sukcesów w lidze. Jako sportowiec cieszę się już na nowe wyzwania. 

Reklama

Umowę z Wartą zakończyłeś za porozumieniem stron?
Tak, na końcu podaliśmy sobie ręce, podziękowałem za wszystko.

Czyli nie ma złej krwi między tobą a trenerem Tokarczykiem?
Podaliśmy sobie ręce. Z mojej strony nie ma. Nie jestem raczej człowiekiem pamiętliwym, albo inaczej: są rzeczy, które pamiętam, ale są też rzeczy, za które trzeba sobie podać rękę, podziękować, bo też przeżyliśmy wspólnie fajne momenty. Przykre jest to, że nie pozwolono mi zerwać tego owocu z drzewa w postaci awansu i doświadczyć grania w tej lidze. Trzeba się z tym pogodzić. 

Reklama

Jak będziesz wspominał Poznań? 
Poznań zawsze będzie w moim sercu. Nawet u ciebie w wywiadzie mówiłem, że tu urodziła się nasza córeczka – Zielona Pyrka. Przeżyłem tu świetny rok, zostałem tatą, byłem ważną postacią klubu, która miał wpływ na to, jak graliśmy i na to, że wywalczyliśmy awans. Rozwinąłem się przede wszystkim jako człowiek, brałem udział w wielu nie tylko sportowych wydarzeniach. Szkoda tego wszystkiego, ale trzeba się otrzepać i iść dalej.

A co byś powiedział za naszym pośrednictwem kibicom Zielonych?
Przede wszystkim, że bardzo im dziękuję za ten poprzedni sezon, za ich wsparcie, bo my jako drużyna zawsze to wsparcie czuliśmy. Od samego początku, kiedy było gorzej, a potem trybuny nas niosły do zwycięstw. Życzę im jak najwięcej radości z gry Warty, z jej sukcesów. No i stadionu z prawdziwego zdarzenia, bo mimo starań właścicieli, zarządu ten stadion jest taki lepiony. Niech kibice mają wreszcie stadion z prawdziwego zdarzenia, bo zasługują na to!

Reklama


 


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/09/2026 15:31
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości