Reklama

„Polski Mourinho”, wojskowy dryl i Manieczki. Legenda Grunwaldu jakiej nie znacie

Miał epizod w karate, ale zaczynał od brudnych skarpet na obornickim betonie, a dziś jest filarem Enei Grunwaldu Poznań. Legenda Wojskowych – bramkarz Filip Tarko w rozmowie z Michałem Bondyrą opowiedział o: Chelsea, „żołnierskiej” relacji z trenerem i rytuałach, które trzymają go w formie przed 40-tką, dlaczego przed meczem słucha starych Manieczek i czy uda mu się wciągnąć inną legendę Grunwaldu do… lodowatej wody?

Michał Bondyra: Na pierwszy trening piłki ręcznej poszedłeś w rodzinnych Obornikach?
Filip Tarko, bramkarz Enei Grunwaldu Poznań:
Tak, to była czwarta klasa podstawówki.

Ale to nie od piłki ręcznej zaczynałeś?
- No nie. Najpierw była podwórkowa piłka nożna. Był beton, trawa, kamienie zamiast bramki. I zawsze brudne białe skarpetki za które mama wyzywała. Wtedy ten kto miał piłkę, ten rządził. Mieszkałem na dość dużym osiedlu, więc nawet później powstała podwórkowa liga i graliśmy między blokami. Miło to wspominam.

Reklama

Nie tylko wspominasz, bo do piłki nożnej do Obornik wracasz co roku.
- Tak po sezonie spotykam się chętnie z chłopakami i raz w tygodniu gram na orliku. Nawet jeździ ze mną kapitan Grunwaldu – Piotrek Nowicki, który też lubi pobiegać i się zmęczyć.

Ty wtedy też biegasz, bo grasz na ataku…
- Jak Didier Drogba, mój ulubiony napastnik z ukochanej Chelsea Londyn. 

W piłce nożnej stałeś też na bramce?
- Tylko na bramce, dopiero na stare lata biegam w polu. Wtedy były trochę inne czasy, bo u nas na osiedlu była walka o to, kto ma stać na bramce. A tata z budowy przyniósł mi jeszcze rękawice. To było coś. 

Reklama

Po piłce nożnej był szczypiorniak?
- Jeszcze po drodze karate. Dorobiłem się białego pasa i dwóch belek. Wtedy chciałem liznąć wszystkiego.

Pamiętasz pierwszy trening piłki ręcznej?
- Oczywiście, że pamiętam swój pierwszy trening. Byłem przed blokiem z kolegami i dwóch z nich szło na trening. Mówią: „Filip dawaj z nami na trening piłki ręcznej!” A ja na to, że wolę pograć w nogę. No ale poszedłem i tak mi się spodobało, że gram do dziś. Wtedy treningi prowadził Jacek Okpisz, który dziś trenuje młodzież w MKS Poznań. 

Reklama

Tu od razu też byłeś bramkarzem?
- Na początku nie było bramkarza, każdy był zawodnikiem z pola, ale po każdym rzucie ciągnęło mnie na tą bramkę. Jak oddałem rzut, to stawałem i broniłem. Pewnego dnia dostałem informację od trenera: dziś przyjdź w dresie, bo będziesz bronił.

Wspominałeś wiele razy, że Twoim ulubionym bramkarzem był Holender Edwin Van Der Sar. Dlaczego akurat on?
- Nie wiem, może dlatego, że fajnie grał nogami, a w piłce ręcznej też to się przydaje. Ten van der Saar siedział mi od zawsze w głowie. 

Reklama

Wróćmy do bramki Grunwaldu. To bardzo silnie obsadzona pozycja. Ty i Kuba Wysocki dajecie dużą jakość. Czy dobry rywal do gry powoduje, że mocniej przykładasz się do treningów?
- Mnie nigdy nie trzeba było motywować do pracy, bo jak się czegoś podejmuję to na 100 proc. Fajnie, że Kuba do nas trafił, bo to utalentowany bramkarz. Życzę mu jak najlepiej.

Od sierpnia zeszłego roku trenuje Was Artur Gawlik, legenda Nielby Wągrowiec. Jak to jest, kiedy na treningach jedna legenda musi słuchać drugiej legendy? 
- Jestem dobrym uczniem i wykonuję zadania. Jestem tym żołnierzem, który jak dostanie rozkaz, to go wykona. Trochę pomaga mi w takim podejściu moja służba w wojsku.

Reklama

Z Arturem macie relacje dowódca żołnierz, czy jednak jak starsze wojsko między sobą? 
- Raczej jak starsze wojsko. Mamy relacje koleżeńskie. Ale jak przychodzimy na trening, to każdy musi wykonać swoją pracę jak najlepiej, bo w sobotę ma być tego efekt w postaci 3 punktów i zwycięstwa. Pod każdy mecz mamy różne analizy, które potem też wykorzystujemy na treningach. 
 
Trener Michał Tórz to jest mistrz analizy?
- Tak, Michał to taki polski Jose Mourinho. Wykonuje znakomitą robotę, spędza godziny przed komputerem. Czasem zastanawiam się, kiedy on w ogóle śpi? 

Czy po tylu latach gry masz wciąż jakiś stres przed meczem?
- Ostatni taki stres chyba miałem w pierwszej lidze w meczu z Kątami, który miał zaważyć o pierwszym miejscu, a potem gdy jechałem na Turniej Mistrzów, gdzie walczyliśmy o Ligę Centralną. 

Reklama

Masz jakieś rytuały przed meczem?
- Lubię sobie wypić dobrą kawkę i posłuchać starych Manieczek. 

Wspominaliśmy twoje rodzinne Oborniki, ale grałeś też trzy sezony w Ostrowie Wielkopolskim. 
- Spędziłem tam super czas, poznałem świetnych ludzi. Zresztą obrotowy Mateusz Wojciechowski do dziś gra w Ostrovii w Superlidze. 

Ostrovii idzie kapitalnie.
- W zeszłym sezonie zdobyli brąz, w tym są na 3 miejscu. Miałem nawet okazję być na meczu z Azotami Puławy, który nie dość że chłopaki wygrali, to jeszcze MVP dostał Mikołaj Krekora, który zgarnął tę nagrodę też w Kaliszu, więc jestem chyba jego talizmanem.

Reklama

Tobie też zdarzają się wyróżnienia do siódemki kolejki. Jak ty do nich podchodzisz?
- To jest bardzo miłe, bo dobrze jest się tam znaleźć, wśród tych młodych jako gość przed 40-tką. 

Jesteś wciąż w bardzo dobrej formie. To zasługa morsowania?
- Chyba tak, bo morsowanie naprawdę dobrze to wpływa na mój organizm, na moje mięśnie. Zwykle chodzę z ekipą w niedzielę na Strzeszynek. Nawet jak mi się nie chce ruszyć, to są chłopaki którzy mnie do tego mobilizują. 

Ty kilka lat temu mówiłeś mi, że namawiasz na morsowanie Piotra Nowickiego. Jak ci idzie?
- Na razie opornie, ale może jak to przeczyta, to się uda, że przyjdzie. Wciąż czekam na telefon, że jest chętny. Ale to może ja muszę do niego zadzwonić.

Reklama

A ciocia, która te ładne parę lat temu namówiła cię na morsowanie wciąż morsuje?
- Tak, a nawet jeździ na zjazdy morsów do Mielna.

Udało ci się spełnić marzenie i pomorsować w Skandynawii?
- Jeszcze nie, ale nie rezygnuje z niego. 
 


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/02/2026 16:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama

Najnowsze