Reklama

Transfery w Black Roses Posnania. "Odradzamy się jak Feniks z popiołów"

Rugbystki Black Roses Posnania przygotowują się do rundy wiosennej rozgrywek 2025/2026. Cztery dotychczas rozegrane turnieje Mistrzostw Polski kończyły na miejscach 9-11 (na 17 drużyn). Dokończenie tego sezonu to jedno, ale są i dalsze plany na kolejne lata. Stąd transfery. I to poważne. Pierwszym z nich jest powrót Sandry Beszterdy, która przez trzy ostatnie sezony grała w Legii Warszawa (obecny wicelider rozgrywek).

Beata Oryl-Stroińska: Skąd decyzja, by z czołowej polskiej drużyny wrócić do ligowego średniaka, czyli Black Roses Posnania? 

Sandra Beszterda, Black Roses Posnania: Złożyło sie na to kilka czynników. Na pewno granie w Warszawie, a mieszkanie w Poznaniu nie było fajne. Braki wspólnych treningów były uciążliwe. Ale tak naprawdę, to chyba tym, co zaważyło to fakt, że do końca nie moglam się tam odnaleźć. Serce cały czas było tutaj w Black Roses. Uznałam więc, że czas wrócić do Poznania.

Czyli do Twojego macierzystego klubu?

Reklama

Tak, tutaj zaczęłam grać w rugby, to było chyba osiem lat temu.

Co w takim razie jest takiego w Black Roses, czego nie ma w Legii?

To, co zawsze mnie urzekało w naszym klubie, czyli nasze motto "gramy sercem". Uważam, że wielu ludziom, wielu sportowcom tego teraz brakuje. Przychodzą na trening i są bo są. Robią robotę, wychodzą i koniec. Tak naprawdę nie robią tego z zaangażowaniem, tak od serca. W Black Roses, nawet gdy byłyśmy słabsze fizycznie, czy wytrzymałościowo od rywalek, to zostawiałyśmy serce na boisku. I tak jest tutaj cały czas.

Reklama

Rozpoczęłyście już przygotowania do rundy wiosennej?

Tak, od miesiąca już razem trenujemy. Początkowo głównie na siłowni, ale od tego tygodnia wróciłyśmy już na boisko. Stan po zimie oczywiście nie jest jeszcze idealny, ale da się potrenować. Pierwszy turniej jest na początku kwietni, więc jest jeszcze trochę czasu.. Pracujemy z trenerem Adamem Matuszewskim. Jesteśmy pełne energii i mamy dalekosiężne plany.

Ostatnio nie było zbyt dobrze z wynikami...

To prawda. W ostatnich dwóch, trzech latach w Black Roses nie działo się zbyt dobrze. Była bardzo słaba frekwencja na treningach, było mało dziewczyn, więc trudno było zbudować dobry zespół i walczyć o jakieś znaczące wyniki. Chociaż cały czas była ta pierwsza liga. 

Reklama

Teraz dziewczyn jest więcej? Sytuacja jest lepsza?

Tak, zdecydowanie. Mamy wzmocnienia. Nie o wszystkich jeszcze mogę powiedzieć, ale wróciłam ja, wróciła też Marysia Nowacka. Są jeszcze dwa bardzo mocne nazwiska, ale to ogłosimy trochę później. Na pewno będą to duże zaskoczenia.

Brzmi, jak "nowe otwarcie"?

Bo tak jest. Mówimy, że Black Roses odradzają się jak Feniks z popiołów. Chcemy wyjść z takiego niebytu, z przeciętności. Oczywiście jeszcze nie teraz na wiosnę, ale od jesieni, od nowego sezonu. Tak, aby walczyć o jak najwyższe cele. 

Reklama

 


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/02/2026 09:18
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości