Piłkarze Lecha Poznań z awansem do 4. rundy eliminacji Ligi Europy. Po przygodach w drodze na Wyspy Owcze i przełożeniu spotkania mistrzowie Polski strzelili rywalom dwa gole i zasłużenie pokonali Klaksvik 5:0. Gole strzelili Allahyar Sayyadmanesh i Pablo Rodriguez. Kolejnym rywalem Kolejorza będzie mistrz Szwajcarii, zespół Thun.
Długa podróż, brak czterech piłkarzy (m.in. Jagiełły, Agnero i Yegbe), sztuczna nawierzchnia. Piłkarzom Lecha Poznan dzisiaj nic nie przeszkadzało. Od początku to mistrzowie Polski dominowali, częściej byli w posiadaniu piłki i byli zagrożeniem pod bramką Farerów. Wystarczy powiedzieć, że w pierwszym kwadransie gry Kolejorz miał sześć rzutów rożnych.
Już w 8. minucie po uderzeniu Hanssona na drodze do gola stanął ... słupek. Od 20. minucty podopieczni Nielsa Frederiksena prowadzili. Michael Ishak dostał podanie w polu karnym, strzelił i chociaż bramkarz odbił piłkę, to z dobitką Allahyara Sayyadmanesha już sobie nie poradził. W 45. minucie pojawił się problem. Kapitan Lecha zgłosił uraz i po chwili opuścił murawę.
Drugą połowę mistrzowie Polski zaczęli znakomicie. W 49. minucie Sayyadmanesh do gola dodał asystę. Ładnie odegrał do Pablo Rodrigueza, który minął obrońcę i z ostrego kąta kopnął pod poprzeczkę nie do obrony. Było 2:0 dla Poznaniaków.
Piłkarze Klaksvik nie rezygnowali, ale dzisiaj w starciu z Lechem nie mieli zbyt wielu argumentów. W 75. minucie było już 3:0. Po rzucie bląd kapitana Farerów wykorzystał Antoni Kozubal. W 89. minucie Daniel Hakans po fantastycznym podaniu Patricka Walemarka wyszedł sam na sam z bramkarzem, podciął nad nim piłkę i podwyższył wynik na 4:0, a w doliczonym czasie gry ładnym strzałem popisał się Patrick Walemark. Lech Poznań wygrał z mistrzem Wysp Owczych 5:0, w dwumeczu 6:0.
To nie był taki łatwy mecz, na jaki wskazuje wynik, szczególnie pierwsza część spotkania była taka, jak się spodziewaliśmy - wymagająca. Myślę, że dobrą rzeczą było to, że strzeliliśmy pierwszego gola, bo dzięki temu rywale musieli podejść wyżej, zwiększyć pressing i nie mogli po prostu stać w niskiej obronie. Wiedzieliśmy, że jeśli tak się stanie, to będziemy mieli możliwość ich zaatakować, bo mamy zawodników o dużej jakości piłkarskiej. Więc tak, pierwsze 15-20 minut meczu, aż do pierwszego gola, były dosyć trudne, ale powiedziałbym, że zgodne z naszymi oczekiwaniami
- powiedział Niels Frederiksen. I dodał:
Uważam też, że bardzo dobrze poradziliśmy sobie z tą nawierzchnią. Dla nas dobrze było grać na szybkim boisku, biorąc pod uwagę jakość piłkarską, jaką mamy w naszym zespole. Klaksvik również nie jest przyzwyczajone do gry na tym stadionie, mają swój obiekt, na którym rozgrywają mecze. Myślę więc, że pod względem boiska, to było mniej więcej tak samo dla obu zespołów.
Kolejnym rywalem mistrzów Polski będzie FC Thunem. Mistrz Szwajcarii wyeliminował mistrza Islandii, Vikingur (po zwycięstwie 3:0 u siebie przegrał na wyjeździe 2:3). Pierwszy mecz Lech - FC Thun w czwartek (20 sierpnia) o 19:00 na Enea Stadionie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze