Kuriozalna sytuacja z lotem Lecha Poznań na Wyspy Owcze. Mistrzowie Polski najpierw czekali na poznańskiej Ławicy, potem przełożyli wylot na czwartkowy poranek, następnie i ten lot się opóźnił, a jak już Kolejorz wzbił się w niebo, to wylądował w ... Norwegii. Okazuje się, że tego zamieszania można było uniknąć. "Lech Poznań nie posłuchał dobrych rad" - napisano na portalu in.fo.
Lechici nie mogli wylądować w Tórshavn z powodu gęstej mgły nad Wyspa Owczymi. Ostatecznie mistrzowie Polski z Norwegii na Wyspy Owcze wyruszyli dopiero ok. godz. 15.00. Dlatego też zapadła decyzja UEFA, że spotkanie rozpocznie się później, niż planowano, czyli o 21.45. Ale tego samego dnia. Czyli po całym dniu podróży Kolejorza.
Okazuje się, że można było tego uniknąć. Miejscowe media poinformowały, że KÍ Klaksvík informował poznański klub o możliwych problemach z pogodą i sugerował wcześniejszy przylot.
Lech Poznań nie posłuchał dobrych rad i nie przyleciał na Wyspy Owcze na czas, tak jak przeciwnik NSI, FC Lugano, który we wtorek przyleciał na Islandię
- napisano na portalu.
Poznaniakom zalecano również dobór linii lotniczych Atlantic Airways, gdyż ich piloci mają uprawnienia potrzebne do lądowania w trudnych warunkach atmosferycznych. Mistrzowie Polski wybrali jednak linie Comlux Malta.
Mistrzowie Polski nie skorzystali więc ze wskazówek. W przeciwieństwie do szwajcarskiej drużyny z Lugano, która także dzisiaj ma do rozegrania mecz na Wyspach Owczych w ramach eliminacjach Ligi Konferencji (z NSÍ Runavík). Szwajcarzy pojawili się na miejscu już we wtorek. W czasie, gdy zespół z Poznania tułał się po Skandynawii, oni odbyli na miejscu trening i zwiedzali okolicę.
W pierwszym meczu Lech Poznań pokonał na własnym stadionie KÍ Klaksvík i tylko 1:0.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze