Prawy wahadłowy Jakub Apolinarski po sześciu latach znowu został piłkarzem Warty Poznań. W rozmowie z Michałem Bondyrą wyjaśnił dlaczego jego powrót nie doszedł do skutku już dwa lata temu i jaką rolę w transferze odegrał trener Maciej Tokarczyk. opowiedział również o pracy z Markiem Papszunem, grze w reprezentacji Polski do lat 20 i awansie do Ekstraklasy ze swojską bandą Piotra Tworka. Nie zabrakło też tematów poznańskich: oczekiwania na mecz w Ogródku, ambicji Warty i żużla, którym wychowany w Lesznie nasiąknął do szpiku kości.
Michał Bondyra: Mecz w Gdańsku z Lechią zagraliście tak, jak należy. Była skuteczna gra, były trzy gole, były trzy punkty, czyste konto. Same plusy?
Jakub Apolinarski, piłkarz Warty Poznań: Ta pierwsza połowa, szczególnie pierwsze 30-35 minut były naprawdę bardzo dobre w naszym wykonaniu. To była pełna dominacja, pełna kontrola. Gdybyśmy tam jeszcze jedną bramkę dorzucili, to nikt nie mógłby mieć pretensji. W drugiej połowie w zespole gospodarzy było na pewno troszkę więcej jakości, bo Lechia wprowadziła Kapicia, Mane, a to piłkarze ekstraklasowi. Było widać, że bardzo dobrze się rozumieją. Stworzyli nam trochę problemów, ale w tych atakach szybkich, przy naszych lepszych rozwiązaniach, moglibyśmy dorzucić jeszcze ze dwa, trzy gole. To było okazałe zwycięstwo, odniesione w dobrym stylu, budujące dla nas. Wiemy, że gramy teraz mecze wyjazdowe i każdy punkt z delegacji jest dla nas na wagę złota.
W krótkiej rozmówce przed kamerą TVP Sport mówiłeś, że czujesz niedosyt, bo zabrakło twoich liczb.
- W poprzednim sezonie w Polonii Bytom tych liczb brakowało. A ja jestem ofensywnym zawodnikiem, który wcześniej tych liczb miał sporo. W meczu z Lechią dograłem dwie naprawdę dobre piłki, ale nie udało nam się ich skończyć, poza tym w jednej, dwóch sytuacjach mogłem sam zachować się lepiej, dając nam szansę na strzelenie gola. Cieszę się, że nasz zespół wygrał, bo to najważniejsze, a liczby, mam nadzieję przyjdą.
W środę w rundzie wstępnej Pucharu Polski gracie z Resovią Rzeszów, która o mały włos w ostatnim spotkaniu poprzedniego sezonu nie pozbawiła Warty bezpośredniego awansu do 1. ligi. Ty wtedy nie grałeś, ale koledzy pewnie pamiętają to spotkanie. Jest jakaś szczególna mobilizacja na ten mecz?
- Traktujemy ten mecz jak każdy inny. Będziemy skoncentrowani i dobrze do niego przygotowani. Fajnie byłoby przejść do następnej rundy i trafić na jakiegoś rywala z ekstraklasy. Celem jest zwycięstwo, brak kontuzji i przygotowanie do niedzielnego meczu.
Meczu, który rozegracie znowu w delegacji. W Niecieczy czeka na was kolejny spadkowicz z ekstraklasy. Bruk-Bet Termalika ma komplet punktów i prowadzi wraz z trzema innymi zespołami w tabeli. Poprzeczka idzie w górę?
- Pracujemy nad konkretnymi rozwiązaniami. Do tego meczu będziemy się mocniej przygotowywać po Pucharze Polski. Na pewno skupimy się na przygotowaniu fizycznym. Ważna będzie też regeneracja, bo czasu między środą a niedzielą nie jest za wiele, a poza tym czeka nas podróżowanie. Jestem optymistą i uważam, że w obu meczach piłkarsko damy sobie radę.
Dlaczego wróciłeś do Warty teraz, a nie dwa lata temu? Podobno już wtedy był temat twojego powrotu.
- Dwa lata temu było wiele zawiłości z wielu stron. Miałem trochę niejasny zapis w kontrakcie w Grodzisku. Żebym trafił do Poznania, Warta musiała wyłożyć bardzo duże pieniądze. Chciałem przejść do Poznania, walczyłem o to. Warta też robiła wtedy dużo, by tak się stało. Pewnych rzeczy jednak nie dało się przeskoczyć.
Te cztery sezony w Pogoni Grodzisk Mazowiecki liczbowo były dla Ciebie świetne. W 109 meczach strzeliłeś 14 goli i miałeś aż 46 asyst! Co było w Grodzisku, że tak dobrze i skutecznie Ci się tam grało?
- Tam jest na pewno dobra atmosfera, mała presja. Pogoń to klub rodzinny, bardzo mały i specyficzny, jak na ten poziom rozgrywkowy. To klub stabilny finansowo, gdzie nie ma większych opóźnień w wypłatach. Do tego Grodzisk Mazowiecki to fajne małe miasteczko, w którym można się skupić w 100 procentach na piłce. Jest tam wielu chłopaków, którzy dotknęli tych wielkich warszawskich akademii Legii czy Polonii. Zobacz, jakie wyniki miała ostatnio Pogoń i gdzie trafili jej piłkarze. Po Poznaniu i Warcie traktuje to miejsce jak mój drugi dom. Spędziłem w nim wiele czasu i wiele temu klubowi zawdzięczam.
W Warcie grałeś w juniorach, potem wróciłeś i walczyliście o awans do Ekstraklasy. Jak wspominasz tamten czas tej oryginalnej swojskiej bandy Piotra Tworka?
- To był bardzo… „oryginalny” czas, taki szalony, bo to był czas pandemii. Sezon był przerwany na dwa miesiące. Później kończyliśmy go grając sobota-środa-sobota. Pamiętam pierwszy mój mecz z Radomiakiem, wygrany 3:0. Dograłem w nim dwie asysty. Bardzo dobrze czułem się w zespole, była opcja żebym został w Warcie, ale…
Dlaczego nie zostałeś na grę w ekstraklasie?
- Miałem wtedy kontrakt z Rakowem, który obowiązywał trzy lata i decyzja władz częstochowskiego klubu była inna.
Jakie masz wspomnienia z gry dla Rakowa w Ekstraklasie?
- Słodko-gorzkie. Nie grałem za wiele, za to dużo doświadczyłem, dużo się nauczyłem od trenera Marka Papszuna takiego rozumienia gry. Trafiłem też wtedy do reprezentacji Polski do lat 20. Zagrałem dwa mecze: z Portugalią i Włochami. To było fajne doświadczenie. Myślałem, że więcej osiągnę, ale nie wszystko potoczyło się tak, jakbym chciał.
Jak bardzo różnił się wtedy warsztat Marka Papszuna i Piotra Tworka?
- To były dwa różne systemy pracy, dwa różne systemy gry. Trener Tworek dawał większą swobodę w ofensywie, bardzo mocno bazował też na relacjach z szatnią, na relacjach międzyludzkich. U trenera Papszuna natomiast były sztywne zasady, ciężkie treningi, takie troszeczkę wyciskające zawodnika, jak cytrynę. Na maksa. Trener Tworek szukał świeżości, pewności z piłką, łatwości w decyzjach podejmowanych na boisku. Ostatnio, gdy grałem jeszcze w Polonii Bytom, mieliśmy sparing z Rekordem Bielsko-Biała i chwilę udało się pogadać z trenerem Tworkiem. To było bardzo fajne spotkanie.
Przy okazji Warty Piotra Tworka i Pogoni Grodzisk podkreślałeś dobrą atmosferę i relacje międzyludzkie w szatni. U trenera Macieja Tokarczyka ten aspekt też jest ważny?
- Tak i dostrzegłem to bardzo dobrze. Szatnia pod względem dogadywania się między sobą, tego jak zawodnicy czują się razem, jak sztab się czuje w relacji z zawodnikami jest bardzo podobna do tej w Pogoni. W obecnej szatni mamy też bardzo dużą jakość piłkarską i to było widać od pierwszego treningu, na którym tu się pojawiłem.
A jak byś porównał Macieja Tokarczyka z Piotrem Tworkiem?
- Przede wszystkim sama struktura gry jest inna, bo trener Maciej Tokarczyk preferuje grę trójką stoperów, a trener Tworek ustawiał nas w systemie 4-2-3-1 lub 4-4-2. Na pewno sposób gry jest zdecydowanie inny, ale ten polot z przodu, swoboda w grze i to, co dzieje się w trzeciej tercji pod bramką przeciwnika u obu trenerów są bardzo podobne. W relacjach międzyludzkich też mają podobną filozofię. Obaj są bardzo rodzinni, przyjacielscy. Na wiele tematów można z nimi porozmawiać. Inny jest za to system pracy pod względem organizacji pracy w tygodniu. Ale to chyba domena całej polskiej piłki – takie mocne pójście do przodu w przygotowaniu taktycznym do konkretnego meczu. Nie mówię, że tego nie było u trenera Tworka, ale on wtedy bardziej liczył na to, że zawodnicy sami będą wiedzieli jak mają się w danym momencie zachować na boisku. Trener Tokarczyk trochę więcej uwagi poświęca na taktykę w grze obronnej i oczywiście też grze w ataku, ale później już w trzeciej tercji, najbliżej bramki przeciwnika ma jakość zawodników.
Co bardziej przekonało Cię do powrotu do Warty: osoba trenera Macieja Tokarczyka czy sentyment do klubu?
- Jedno i drugie. Do dziś pamiętam telefon od trenera z pytaniem, czy jest opcja, bym wrócił do Poznania. Szczerze, nie spodziewałem się go w tym momencie, bo miałem ważny kontrakt z Polonią Bytom. Na pewno więc osoba trenera Tokarczyka miała na mój powrót duży wpływ. A że to miała być Warta… Wszystko zgrało się w całość.
Będąc w Warcie grałeś w Grodzisku Wielkopolskim, teraz też gracie póki co w delegacji, czekając na modernizację Ogródka. Bardzo czekasz na ten domowy mecz w Poznaniu?
- Bardzo mocno, bo tak, jak mówiłeś, za trenera Tworka i za tej swojskiej bandy właśnie nie było mi dane zagrać w Ogródku. Ostatni mecz w Warcie w Poznaniu rozegrałem jeszcze w Centralnej Lidze Juniorów, więc sporo lat minęło. Nie mogę się doczekać, tym bardziej, że widziałem jak klimat Ogródka mocno poniósł Wartę do zwycięstw jeszcze w drugiej lidze.
Jesteś specem od awansów, to pół żartem-pół serio zapytam Cię dlaczego tym razem przyszedłeś dopiero po awansie?
- Dobre pytanie, ale tak się historia potoczyła. Chciałbym drugi raz awansować z Wartą do ekstraklasy, ale nie wybiegajmy w przyszłość tak daleko. W tym sezonie pierwsza dwójka jest poza zasięgiem, ale pierwsza szóstka? Dlaczego nie? Teraz są mocne firmy, ale gdy grałem w Pogoni Grodzisk też były, a my byliśmy na trzecim miejscu po rundzie! Dlaczego Poznań nie ma się zakręcić na koniec sezonu w okolicach baraży? Jeśli Warta Piotra Tworka, która miała się wtedy utrzymać, zrobiła awans do ekstraklasy, to dlaczego my nie możemy marzyć, by też tak się stało? Historia nie takie rzeczy widziała w piłce. Na razie idziemy mecz po meczu i pracujemy. Co to przyniesie? Zobaczymy.
Podobno jesteś ogromnym fanem quizów piłkarskich?
- Interesują mnie nie tyle statystyki, co piłka nożna w ogóle. Oglądam bardzo dużo skrótów meczów w tygodniu głównie ekstraklasy, pierwszej i drugiej ligi. Odpalam też sobie podcasty piłkarskie, lubię posłuchać konferencji przed- i pomeczowych.
Pochodzisz z Leszna – miasta, które żyje Unią i żużlem. Jesteś fanem czarnego sportu?
- Jestem. Nie można być z Leszna i nie kibicować Unii! W niedzielę akurat jechali bardzo ważny mecz, który wygrali i awansowali do play-off.
W Poznaniu jest PSŻ. Wybierasz się na mecz Skorpionów?
- W niedzielę PSŻ wygrał dwoma punktami ważny mecz z Rybnikiem, więc widzisz, że się orientuję (śmiech). Myślę, ze będzie okazja, by wybrać się na Golęcin, bo widzę, że żużel w Poznaniu rozwija się w dobrym kierunku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze