Trudne są początki Lecha Poznań w Lidze Europy. Po 0:4 z Crystal Palace mistrzowie Polski przegrali przed własną publicznością z Bayerem Leverkusen takim samym stosunkiem bramek. W przyszły tygodniu Kolejorza czeka również trudne zadanie. Na Enea Stadion przyjedzie Sunderland.
Czwartkowy wieczór na Enea Stadionie przy Bułgarskiej w Poznaniu zapowiadał się niezwykle ekscytująco. Do stolicy Wielkopolski przyjechał Bayer Leverkusen, czyli aktualnie czwarta siła niemieckiej Bundesligi. Kolejorz w starciu z "Aptekarzami" nie był faworytem. Jednak marka rywala, który przyjechał do Poznania była na tyle duża, że fani w liczbie 40 tysięcy osób chcieli zobaczyć, jak mistrzowie Polski poradzą sobie z ekipą z Bundesligi.
Niels Frederiksen wystawił na to spotkanie wszystko, co miał najmocniejszego. Na ławce natomiast zostawił Pablo Rodrigueza. Hiszpan z powodu spóźniania się na treningi został odsunięty od wyjściowego składu, jednak znalazł się w szerokiej kadrze na to spotkanie. Jednak jeszcze przed meczem, na rozgrzewce, w zasadzie stał, nie robiąc nic z piłką.
I tak jak można było się spodziewać, to goście przejęli inicjatywę, praktycznie nie dzieląc się piłką z Kolejorzem. Lech ograniczał się jedynie do wybijania futbolówki na auty, bądź na połowę Aptekarzy. W pierwszych siedmiu minutach na bramkę Mateusza Lisa strzałem z dystansu próbował Aleix Garcia, natomiast po rzucie rożnym piłkę nad poprzeczką po uderzeniu głową skierował kapitan Bayeru, Edmond Tapsoba.
W 11. minucie Poznaniacy się przebudzili, wychodząc z kontratakiem, czyli taktyką, na którą w czwartkowy wieczór mogli najbardziej liczyć. Walemark skierował podanie do ustawionego w polu karnym Mikaela Ishaka, jednak szwedzki napastnik Kolejorza posłał piłkę nad poprzeczką. Chwilę później duński szkoleniowiec mistrza Polski musiał dokonać zmiany, ponieważ kontuzji doznał Wojciech Mońka.
Z czasem Lechici operowali więcej piłką, ale to goście jako pierwsi cieszyli się z gola. Futbolówkę ręką w polu karnym zagrał Terry Yegbe, który wszedł za kontuzjowanego Mońkę, a sędzia z Serbii, bo dłuższej weryfikacji podyktował karnego. Jedenastkę na bramkę zamienił Patrick Schick, który również pojawił się na boisku w pierwszej połowie.
Od tego momentu obrona Lecha kompletnie się rozsypała, a Bayer był bezwzględny, wykorzystując błędy Poznaniaków. Drugiego gola, po serii niefortunnych zagrań zdobył dla "Aptekarzy" Malik Tillman, wpychając piłkę do pustej bramki. Gola na 3:0 do przerwy zdobył z karnego Patrick Schick, który wcześniej był faulowany przez Mateusza Skrzypczaka.
Druga połowa była już mniej intensywna, jednak cały czas przeważał Bayer, który w 50. minucie powinien prowadzić 4:0. Ale tylko sam Schick, który uderzał piłkę głową wie, jak tego nie trafił do siatki Lisa.
Goście nie chcieli pastwić się nad Kolejorzem, bowiem w drugich czterdziestu pięciu minutach zanotowali tylko jedno trafienie, a jego autorem został Ibrahim Maza. Niebiesko-Biali po dwóch kolejkach Ligi Europy zajmują ostatnie miejsce spośród 36 drużyn w stawce. W przyszłym tygodniu łatwiej nie będzie, bowiem do Poznania przyjeżdża angielski Sunderland.
Bramki: Schick 29 (k), 41 (k), Tillman 32, Maza 89
Lech: Lis - Pereira, Mońka (15. Yegbe), Skrzypczak, Gurgul - Berggren (74. Rodriguez), Kozubal, Walemark (60. Hakans), Bengtsson (60. Jagiełło), Palma - Ishak (59. Agnero)
Bayer: Flekken - Lucas Vazques, Bade, Tapsoba, Guiterrez (62. Medina) - Tillman, Garcia (62. Andrich), Fernandez, Tella (72. Diaby) - Terrier (18. Schick; 76. ), Maza
Żółte kartki: Skrzypczak (Lech) - Lucas Vazquez (Bayer)
Sędziował: Milos Milanović (Serbia)
Widzów: 40 116 (Enea Stadion)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze