Reklama

Niemieckie potyczki Lecha Poznań. Czas przełamać niekorzystną passę

Piłkarze Lecha Poznań już dzisiaj zmierzą się z Bayerem Leverkusen. Dla Kolejorza będzie to dopiero czwarty pojedynek w historii z jakimkolwiek niemieckim klubem w europejskich pucharach. Niestety aktualny bilans nie jest korzystny dla mistrza Polski. Zapraszam na historię starć Lecha z drużynami naszego zachodniego sąsiada.

Lech Poznań zadebiutował w europejskich pucharach w sezonie 1978/79. Wówczas rozegrał również swoje pierwsze spotkanie, a jego rywalem było MSV Duisburg. Poza drużyną z Duisburga Kolejorz mierzył się w europejskich pucharach także z Borussią Mönchengladbach i 1. FSV Mainz 05. Bilans spotkań z tymi trzema zespołami wynosi dwa remisy i trzy porażki, bez ani jednego zwycięstwa. W tych starciach Lechici zdobyli cztery bramki, ale stracili aż czternaście.

Koszmarny debiut

Kolejorz zakończył sezon 1977/78 na trzecim miejscu w 1. Lidze, ówczesnym odpowiedniku ekstraklasy. Dzięki temu w kolejnym sezonie mógł oficjalnie zadebiutować w europejskich pucharach, a dokładniej w Pucharze UEFA, czyli rozgrywkach będących odpowiednikiem dzisiejszej Ligi Europy. Niestety los nie oszczędził Poznaniaków i już w pierwszej rundzie trafili na niemiecki MSV Duisburg. Drużyna ta zajęła sezon wcześniej szóste miejsce w Bundeslidze, a trzy lata przedtem dotarła do finału Pucharu Niemiec (DFB-Pokal). Pewne było zatem, że nie będzie to łatwy dwumecz.

Reklama

Pierwsze spotkanie odbyło się 13 września 1978 roku w RFN. Drużyna prowadzona wówczas przez trenera Jerzego Kopę wyraźnie ustępowała poziomem rywalom z Duisburga. Pierwsza bramka padła już w 21. minucie, a jej autorem był Austriak Kurt Jara. Kibice gospodarzy nie musieli długo czekać na kolejne trafienie. Zaledwie dwie minuty później piłkę do bramki Lecha skierował Ronald Worm. Niestety, bramka na 2:0 nie była ostatnią w pierwszej połowie. Kibice zgromadzeni na Wedaustadion mogli obejrzeć jeszcze dwa gole. Prowadzenie niemieckiej drużyny podwyższył Rainer Alhaus w 32. minucie, a następnie swoje drugie trafienie w tym spotkaniu zanotował Worm, który wpisał się na listę strzelców w 37. minucie.

Po tak słabej pierwszej połowie kibice Lecha z pewnością liczyli, że ich ulubieńcy postarają się poprawić wynik po przerwie. Kolejorz faktycznie prezentował się lepiej i stwarzał sobie dogodne okazje. Szanse na zdobycie pierwszej bramki dla poznańskiej drużyny mieli Romuald Chojnacki i Mirosław Okoński. Ten drugi po jednej z akcji trafił nawet w poprzeczkę. Spotkanie zbliżało się ku końcowi i wydawało się, że Lech wróci do Poznania z czterobramkową stratą. Inne plany miał jednak Herbert Büssers, który w 88. minucie zdobył piątą i zarazem ostatnią bramkę dla Duisburga.

Reklama

Po tak bolesnej porażce niemal pewne wydawało się, że drużyna ze stolicy Wielkopolski odpadnie z Pucharu UEFA już w pierwszej rundzie. Rewanż mógł więc być jedynie spotkaniem o honor. Mógł, ale nie był. Dla piłkarzy i kibiców Lecha było to starcie, w którym można było godnie pożegnać się z europejskimi pucharami i zdobyć pierwszą bramkę w tych rozgrywkach. Nadzieje były zatem duże, ale szybko zweryfikowali je piłkarze Duisburga. Herbert Büssers, który zakończył strzelanie w pierwszym meczu, tym razem je rozpoczął, i to już w piątej minucie. Kolejne minuty również nie przyniosły poprawy sytuacji Lecha. Po pół godzinie gry na tablicy wyników widniało już 0:3 dla gości.

Przełomowa okazała się 34. minuta. To właśnie wtedy stadion w Poznaniu eksplodował z radości. Pierwszą bramkę Lecha w tym dwumeczu, a zarazem pierwszego gola w historii występów klubu w europejskich pucharach, zdobył Jerzy Kasalik.

Reklama

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Niemcy kontrolowali sytuację i bezlitośnie wykorzystywali luki w polskiej obronie. W odstępie zaledwie minuty, w 72. i 73. minucie, padły kolejne dwa gole dla Duisburga. Ostatnie słowo w tym dwumeczu należało jednak do Kolejorza. W 83. minucie młody wówczas Mirosław Okoński zdobył bramkę na 2:5, ustalając wynik rewanżu na 2:5, a całego dwumeczu na 2:10. Tym samym choć trochę osłodził kibicom Lecha gorycz tej bolesnej porażki.

Warto dodać, że MSV Duisburg w tamtym sezonie Pucharu UEFA dotarł aż do półfinału, w którym przegrał z Borussią Moenchengladbach, czyli...

Reklama

Tak blisko

…kolejnym niemieckim rywalem Lecha w europejskich pucharach. Jakby powiązań było mało, Kolejorz zmierzył się z Borussią Moenchengladbach w pierwszej rundzie, również Pucharu UEFA.

Sezon 1985/86. Lech zajął czwarte miejsce w lidze w poprzednich rozgrywkach, dzięki czemu po raz drugi w historii mógł wystąpić w Pucharze UEFA. Drugie podejście i ponownie rywal zza zachodniej granicy. Zanim jednak przejdziemy do meczów, warto przyjrzeć się temu, jaką drużyną była w tamtych latach Borussia Moenchengladbach.

Reklama

„Źrebaki” miały za sobą niezwykle udane lata 70., w trakcie których sięgnęły między innymi pięciokrotnie po mistrzostwo Niemiec i dwukrotnie triumfowały w Pucharze UEFA. Lata 80. nie były już tak udane, ale zespół z Mönchengladbach wciąż należał do solidnych europejskich drużyn. Rok przed spotkaniem z Kolejorzem klub opuścił wybitny piłkarz Lothar Matthäus. Trenerem Borussii był wówczas legendarny dziś Jupp Heynckes. Mówiąc krótko, po raz kolejny Lech trafił na rywala, który wydawał się poza jego zasięgiem.

Pierwszy mecz odbył się na stadionie Borussii. Pierwsza połowa nie należała do najciekawszych i zakończyła się bezbramkowym remisem. Przeważały „Źrebaki”, jednak w znakomitej dyspozycji był tego dnia bramkarz Lecha, Zbigniew Pleśnierowicz. Większych emocji, a co najważniejsze, bramek doczekaliśmy się w drugiej części spotkania.

Reklama

Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze. Wynik w 60. minucie otworzył niemiecki napastnik Frank Mill. Lech był jednak tego dnia dobrze zorganizowany, co przyniosło efekty. W 73. minucie bramkę dla Kolejorza zdobył Damian Łukasik. Tym samym poznaniacy sensacyjnie doprowadzili do wyrównania. Rywale starali się odpowiedzieć i wywalczyć zwycięstwo, ale po końcowym gwizdku sędziego wynik wciąż wskazywał na remis 1:1.

Po cennym remisie na wyjeździe Lech podejmował „Źrebaki” u siebie już nie jako zespół skazany na porażkę, lecz jako drużyna, którą stać na sprawienie ogromnej sensacji. Niestety, plany poznaniaków pokrzyżowało samobójcze trafienie Mariusza Niewiadomskiego. Po rzucie wolnym Michaela Frontzecka piłka niefortunnie odbiła się od zawodnika Kolejorza i wpadła do bramki, dzięki czemu goście objęli prowadzenie.

Reklama

W drugiej części spotkania wynik podwyższył Ewald Lienen, a marzenia Lecha o awansie zaczęły się oddalać. Poznaniacy walczyli o napisanie nieprawdopodobnej historii, ale po raz kolejny niemiecka drużyna okazała się zbyt mocna.

Była szansa na więcej

Po dwóch starciach w Pucharze UEFA na kolejny mecz z niemieckim zespołem Lech musiał czekać aż 40 lat. Tym razem Kolejorz podejmował u siebie FSV Mainz w spotkaniu 5. kolejki Ligi Konferencji. Po udanym sezonie i zajęciu szóstego miejsca w Bundeslidze drużyna z Moguncji po dziewięciu latach wróciła do europejskich pucharów. Choć jej sytuacja w lidze była fatalna, ponieważ zajmowała ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem zaledwie sześciu punktów po 13 meczach, to mimo wszystko goście byli faworytami tego spotkania.

Reklama

Rozbrzmiał gwizdek sędziego i rozpoczął się mecz. Pomimo że eksperci i bukmacherzy wskazywali na zespół gości, Lech od pierwszych minut starał się przejąć kontrolę nad spotkaniem. Mistrz Polski nie pozwalał rywalom na stwarzanie groźnych sytuacji, dzięki czemu do 26. minuty utrzymywał się bezbramkowy remis. Właśnie wtedy doszło do istotnego wydarzenia – boisko musiał opuścić prawy obrońca Mainz, Silvan Widmer. W jego miejsce wszedł Sota Kawasaki. Japończyk potrzebował zaledwie dwóch minut, aby zapisać się na liście strzelców i otworzyć wynik meczu.

To trafienie na chwilę podcięło skrzydła podopiecznym Nielsa Frederiksena. Wkrótce później drużyna z Moguncji zdobyła kolejną bramkę. Na szczęście dla poznaniaków Benedict Hollerbach, który pokonał Bartosza Mrozka, znajdował się na pozycji spalonej. Po analizie VAR gol nie został więc uznany. Lechici odzyskali nadzieję pod koniec pierwszej połowy. Po faulu na Luise Palmie w polu karnym sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł kapitan Kolejorza, Mikael Ishak, i pewnie wykorzystał rzut karny.

Reklama

Po emocjonującej pierwszej połowie przyszedł czas na drugą odsłonę spotkania. Po niemrawych pierwszych 20 minutach stadion przy Bułgarskiej ponownie ożył. Tym razem nie za sprawą bramki, lecz czerwonej kartki dla Nikolasa Veratschniga. Austriak po faulu na Pablo Rodriguezie obejrzał drugą żółtą kartkę, co oznaczało, że musiał opuścić boisko. Dzięki temu Lech przejął inicjatywę i zaczął stwarzać sobie dogodne okazje do zdobycia bramki. Na posterunku był jednak bramkarz rywali, Daniel Batz. Najlepszą szansę na wyprowadzenie poznańskiej lokomotywy na prowadzenie miał Pablo Rodriguez, ale golkiper Mainz ponownie stanął na wysokości zadania.

Mecz zakończył się remisem 1:1, ale pozostawił niedosyt. Lech po raz drugi miał szansę utrzeć nosa niemieckiej drużynie, jednak ostatecznie musiał zadowolić się podziałem punktów.

Reklama

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/10/2026 12:06
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości