Lech Poznań wraca do gry w europejskich pucharach. Drugim przeciwnikiem Kolejorza w Lidze Europy będzie Bayer Leverkusen. Zespół z Niemiec wydaje się być zdecydowanym faworytem tego spotkania. Co warto o nim wiedzieć i czy faktycznie jest się kogo bać?
Piłkarze Lecha Poznań swoją przygodę w Lidze Europy rozpoczęli fatalnie. W pierwszym meczu Kolejorz przegrał w Londynie z Crystal Palace 0:4. Dużym mankamentem podopiecznych Nielsa Frederiksena były błędy indywidualne. Presji i poziomowi rywala nie sprostali m.in. Terry Yegbe i Radosław Murawski. Teraz przychodzi czas, by zmyć z siebie tę bolesną porażkę. Zadanie nie będzie jednak należało do najłatwiejszych. Przeciwnikiem będzie Bayer Leverkusen, czyli szósta drużyna poprzedniego sezonu niemieckiej Bundesligi.
Słynni „Aptekarze” podczas losowania znajdowali się w pierwszym koszyku i mieli najwyższy współczynnik UEFA. Dla zobrazowania sytuacji tym, którzy nie interesują się rankingami i współczynnikami, wyjaśnię w prosty sposób, o co w tym chodzi. Posiadanie najwyższego współczynnika UEFA spośród wszystkich zespołów biorących udział w tegorocznej edycji Ligi Europy oznacza, że na przestrzeni ostatnich czterech sezonów drużyna osiągnęła największe sukcesy w europejskich pucharach. Jest to dość duże uproszczenie, ale mam nadzieję, że pomogło to zrozumieć ten system.
Zespół z Niemiec od momentu wprowadzenia Ligi Konferencji (sezon 2021/22) nieprzerwanie występuje w europejskich pucharach. W tym czasie trzykrotnie rozpoczynał zmagania w Lidze Mistrzów i trzykrotnie w Lidze Europy.
W Champions League największym sukcesem „Aptekarzy” było dwukrotne dotarcie do 1/8 finału. W obu przypadkach musieli uznać wyższość europejskich gigantów. Najpierw ich ligowy rywal, Bayern Monachium, pokonał ich 5:0 w dwumeczu. Sezon później lepszy okazał się Arsenal, późniejszy finalista rozgrywek, który w dwumeczu wygrał 3:1.
Najlepszy wynik Bayerowi udało się jednak osiągnąć w sezonie 2023/24. Podopieczni ówczesnego trenera Xabiego Alonso dotarli do finału Ligi Europy. Tam musieli jednak uznać wyższość włoskiej Atalanty. Kibicom Bayeru w pamięci pozostały niedosyt i Ademola Lookman, który skompletował hat-tricka.
Tamten sezon to jednak nie tylko udane występy w europejskich pucharach, ale również wielki sukces na krajowym podwórku. Po jedenastu latach Bayer Leverkusen zdetronizował Bayern Monachium i zdobył mistrzostwo Niemiec. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że porażka z Atalantą była jedyną przegraną drużyny w całym sezonie. W takim razie, jak to się stało, że zespół, który jeszcze trzy sezony temu był maszyną nie do zatrzymania, ponownie występuje w Lidze Europy?
Kiedy zespół, który na co dzień nie należy do ścisłej czołówki, osiąga sukces sportowy, od razu staje się celem dla bogatszych i bardziej utytułowanych klubów. Nie inaczej było w przypadku Bayeru. Dość nieoczekiwanie nie doszło do tego jednak tuż po niesamowitym sezonie, a dopiero rok później. Włodarze klubu zyskali więc dodatkowy czas na sprowadzenie następców odchodzących zawodników lub znalezienie ich wśród piłkarzy już obecnych w zespole.
Jak się później okazało, zadanie to przerosło dyrektora sportowego Bayeru, Simona Rolfesa. Po dwóch wyśmienitych sezonach klub opuściły kluczowe filary zespołu, takie jak Florian Wirtz (przeszedł do Liverpoolu za 125 mln euro), Jeremie Frimpong (również trafił do Liverpoolu, za 40 mln euro), Granit Xhaka (odszedł do Sunderlandu za 15 mln euro) czy Jonathan Tah (przeniósł się do Bayernu Monachium za niewielką kwotę ze względu na wygasający kontrakt).
Największą stratą było jednak odejście Xabiego Alonso. Człowieka, który przybył do Leverkusen i stworzył z tej drużyny prawdziwego „potwora”. Hiszpan swoją znakomitą pracą zasłużył na awans i otrzymał szansę poprowadzenia Realu Madryt.
Działacze Bayeru wiedzieli, że czeka ich trudne zadanie: zbudowanie nowej drużyny, która będzie w stanie dorównać poprzedniej. Jednym z ich atutów były jednak finanse, które wyglądały znakomicie. Nową twarzą Bayeru został Erik ten Hag, ale, delikatnie mówiąc, Holender nie poradził sobie z powierzonym mu zadaniem i został zwolniony już po dwóch meczach. Bayer pod jego wodzą dwukrotnie przegrał, ale według różnych źródeł nie były to jedyne problemy. Podczas swojej krótkiej przygody na BayArenie szkoleniowiec miał popaść w konflikt z szatnią, co przekreśliło jego przyszłość w klubie.
Jego następcą został Kasper Hjulmand. Duńczyk poprowadził drużynę do końca sezonu i zakończył rozgrywki na 6. miejscu. Nie tylko wybór trenera okazał się chybiony. Piłkarze tacy jak Ben Seghir, Malik Tillman czy Mark Flekken również nie stali się gwiazdami, na jakie liczono.
W efekcie po zakończeniu sezonu stało się jasne, że w Leverkusen potrzebne są kolejne zmiany. Hjulmand pożegnał się z klubem, a Alejandro Grimaldo, uznawany za najlepszego piłkarza „Aptekarzy”, przeniósł się do Atlético Madryt.
Po słabszym sezonie Bayer Leverkusen potrzebował wzmocnień. Na nowego szkoleniowca wybrano Carlesa Martíneza. Był to dość nieoczywisty wybór. W mediach mówiło się o trenerach z doświadczeniem na poziomie Bundesligi, a ostatecznie postawiono na Hiszpana, który w swoim CV miał zaledwie dwa sezony pracy w roli pierwszego trenera w seniorskiej piłce. Do klubu trafili zawodnicy, za których łącznie zapłacono niecałe 150 mln euro. To kwota, o której kluby pokroju Lecha Poznań mogą jedynie pomarzyć.
Trener Martínez stawia na elastyczny styl gry, w którym ustawienie zespołu zmienia się w zależności od sytuacji na boisku. Dużą rolę odgrywa środek pola, gdzie zawodnicy odpowiadają za spokojne rozgrywanie piłki, kontrolowanie tempa meczu i omijanie pressingu rywali. W ofensywie Martínez stawia na ruchliwość i wymienność pozycji między zawodnikami. Istotne jest również wykorzystywanie skrzydeł przez bocznych obrońców i wahadłowych, którzy mają wspierać ataki oraz stwarzać dodatkowe zagrożenie pod bramką przeciwnika.
Z perspektywy Kolejorza istotne są problemy defensywne „Aptekarzy”. Gdy pojawia się pierwszy błąd, cała formacja obronna potrafi stracić swoją organizację. Choć Bayer zachował czyste konto w czterech z siedmiu meczów rozegranych w tym sezonie, to w pozostałych trzech stracił aż osiem bramek.
O styl i o to jak Bayer może zagrać przeciwko Lechowi spytaliśmy Mateo, który jest kibicem Bayeru i prowadzi profil na portalu X o nazwie "Bayer 04 Leverkusen PL"
Bayer 04 gra w ustawieniu 4-2-3-1, z dwoma ofensywnie usposobionymi bocznymi obrońcami [...] drużyna wciąż znajduje się w fazie przebudowy pod wodzą nowego trenera, Carlesa Martineza, co objawia się znacznymi wahaniami formy nawet w trakcie jednego meczu; zespołowi brakuje jeszcze odpowiedniej równowagi. Uważam, że w czwartek Bayer spróbuje od początku narzucić rywalowi swój styl gry, zamiast skupiać się na szczelnej defensywie – nawet jeśli ostatnio drużyna traciła zbyt wiele bramek. To z kolei może stworzyć szansę dla Lecha, grającego przed własną publicznością
Reklama
- powiedział.
Dopytaliśmy go również o wcześniej wspomniane problemy w defensywie:
Uważam, że obecne problemy w obronie nie wynikają z braku jakości zawodników – ta jest bowiem bardzo wysoka, zwłaszcza po przyjściu nowych graczy, takich jak Facundo Medina. Przyczyną jest raczej brak odpowiedniego zgrania z nowymi nabytkami (szczególnie z Miguelem Gutiérrezem i wspomnianym Facundo Mediną) oraz brak równowagi między ofensywą a defensywą pod wodzą nowego trenera, co skutkuje traceniem wielu niepotrzebnych bramek. Wystarczy spojrzeć na mecz z Mainz: przez większość czasu zespół kontrolował sytuację i świetnie grał w ataku, ale przez błędy w obronie i wyjątkowo pechowo straconego gola niepotrzebnie pozwalał rywalowi wracać do gry, przez co sam sobie utrudnił zadanie
Reklama
- dodał.
Mecz z drużyną takiej rangi jak Bayer to też szansa, żeby zobaczyć piłkarzy o wybitnych umiejętnościach. Na kogo według osoby, która regularnie śledzi ten zespół "rzucić okiem"?
W znakomitej formie znajduje się obecnie Patrik Schick, który wyrównał klubowy rekord, zdobywając bramkę w każdym z pięciu pierwszych meczów sezonu. Warto również wspomnieć o Ibrahimie Mazie oraz Moussie Diabym, który w miniony weekend strzelił swojego pierwszego gola po powrocie do Bayeru. To zawodnicy potrafiący samodzielnie przesądzić o losach spotkania.
Reklama
- przekazał Mateo.
Ostatnie nasze pytanie dotyczyło przewidywanej jedenastki na czwartkowe spotkanie. Jest to zawsze okazja, żeby jeszcze przed meczem przeanalizować zawodników za jakim zmierzą się podopieczni Nielsa Frederiksena.
W bramce: Mark Flekken
W obronie: Jarell Quansah (Lucas Vázquez), Edmond Tapsoba, Facundo Medina, Miguel Gutiérrez
W pomocy: Aleix García, Ezeqiel Fernández (Robert Andrich), Afonso Moreira, Ibrahim Maza, Moussa Diaby,
W ataku: Patrick Schick.
Carles Martínez nie dokona znaczących zmian w porównaniu do meczu z Mainz. Do składu mogą wskoczyć Fernández i Vázquez
- zakończył.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze