Reklama

ROZMOWA. Bartłomiej Farjaszewski: "Odejścia nie są łatwe. Wszystko, co włożyłem w Wartę, to tutaj zostawiam"

Bartłomiej Farjaszewski po ośmiu latach przestał być właścicielem Warty Poznań sprzedając wszystkie swoje akcje. Klub z dniem 1 lipca 2026 roku ma więc czterech właścicieli. To Krzysztof wawrzyniak, Jacek Roszyk (od dziś przewodniczący Rady Nadzorczej), amerykański fundusz Escalada Sports Partners oraz Stowarzyszenie KS Warta Poznań (5% akcji).

Dlaczego podjął Pan taką decyzję? Czy to Pan szukał "kupca", czy on sam się pojawił i złożył propozycję odkupienia akcji właścicielskich?

Bartłomiej Farjaszewski: Powodem sa sprawy osobiste. 

Czyli ta umowa sprzedaży była z rozsądku?  Czy taka, na którą Pan czekał?

Ja na nic nie czekałem. Sytuacja osobista była powodem. 

Długo trwały negocjacje i dojście do porozumienia?

To była bardzo szybka akcja. Ja nie robiłem z niczym problemu, Dla mnie gwarancją było żeby ktoś zapewnił dalszy rozwój. Wszystko co w klub włożyłem, to zostawiłem.

Reklama

To znaczy, że nie będzie pan zgłaszał roszczeń do tego, co pan w Wartę zainwestował?

Nie, nie ma żadnych roszczeń. To nie jest moim celem. Wszystko zostaje. Klub to jest pewno dobro społeczne, tak samo, jak miasto jest dobrem społecznym. Ja jako właściciel byłem z tego rozliczany. Budowaliśmy pewne dobro i teraz trzeba to kontynuować. Model właścicielski siłą rzeczy się zmienia, bo ktoś inny to przejmuje. Precyzując Krzysztof Wawrzyniak i Jacek Roszyk. Klub bedzie więc dalej kontynuował moją ścieżkę, te osoby sa gwarantem, że budżet będzie się spinał. Trzeba więc się z tego cieszyć. 

Reklama

Jest Pan zadowolony z tego, co przez osiem lat udało się w Warcie Poznań zrobić?

Chyba ta marka bitter sweet jest idealny określeniem, bo to smak taki słodko-gorzki. Bo odejścia nie są łatwe i jednak te osiem lat to mnóstwo mojego zdrowia. To, jaką drogę przeszliśmy to każdy z Was wie. Ale z tego co się dzisiaj stało trzeba się cieszyć. Te osiem lat minęło mi jak parę miesięcy. 

Z czego jest pan najbardziej zadowolony, a czego pan żałuje, albo może jest coś, czego się nie udało zrealizować?

Taką rzeczą jest na pewno stadion i zaangażowanie prezydenta, czyli jego brak. A najbardziej cieszę się z ludzi, których poznałem, z przygody, którą wspólnie przeżyliśmy, z ludzi, którzy zaczynali tutaj swoje kariery. Daleka droga, bo nadrabialiśmy prawie stuletnie zaległości jeżeli chodzi o Wartę. Fajnie, że są boiska treningowe. To jest coś namacalnego, coś poza emocjami i poza relacjami. Z tego jestem dumny, bo była to moja inicjatywa, Marcina Janickiego i Artura Meissnera. To tylko i wyłącznie nasza zasługa, że one powstały. Oczywiście ze środków miejskich i centralnych. Druga rzecz, która cieszy, to podgrzewanie murawy, oświetlenie. Tyle, że wciąż nie ma trybuny, ale jest duża chęć współpracy Rady Miasta i ja wiem, że ten stadion powstanie. Nigdy nie miałem wątpliwości, że on będzie. 

Reklama

Wchodząc do Warty Poznań miał pan konkretne cele. Gdyby pan teraz powiedział temu Bartkowi sprzed ośmiu lat jak to będzie wyglądało, to by pan uwierzył?

Ja zawsze wierzyłem i cały czas wierzę. Jeśli pamiętacie moje deklaracje, to dużo z nich dowieźliśmy. Oczywiście była niemiła restrukturyzacja, ale błędy się popełnia i bierzemy za to odpowiedzialność. Nikt nie zwinął żagla, ja nie uciekłem. Oczywiście, że to mogło być lepiej rozwiązane, ale to, co udało się przez te osiem lat zrobić, to są mocne podwaliny. I wierzę, że będzie dobrze. Mało komu udaje się dowieźć tak dużo. Robiliśmy sporo. Skromnie, ale mądrze. Dlatego każdemu jestem wdzięczny. 
 


Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/07/2026 15:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości