Nie żyje Filip Cybulski, był tyczkarz SL Olimpia Poznań, uznawany za wielki sportowy talent. Chociaż zmagał się z poważną chorobą, to wrócił do uprawiania sportu, chciał spełnić jedno ze swoich marzeń - start w igrzyskach olimpijskich. Nie zrealizował go z powodu licznych kontuzji. Filip Cybulski zmarł w wieku 31 lat.
Filipa Cybulskiego poznałam w 2020 roku. Zaczepił mnie na stadionie lekkoatletycznym na poznańskim Golęcinie. Szedł na trening. Zapytał, czy mam kilka minut na rozmowę. I zaczął opowiadać. To co usłyszałam zainspirowało mnie do zrobienia o nim telewizyjnego felietonu. Bo on bardzo chciał o sobie opowiedzieć. Publicznie, przed kamerą. Do młodych, starszych, do tych, co mają problemy. On od najmłodszych lat miał ich mnóstwo.
Filip Cybulski był niezwykle utalentowanym sportowcem. Do tego bardzo pracowitym i wytrwałym. Chociaż miał trudne dzieciństwo (w wieku ośmiu lat zmarł tata, już wtedy czuł, że musi zaopiekować się mamą i bratem), to jego kariera rozwijała się książkowo. Osiągał w skoku o tyczce znakomite wyniki. Skakał 4.15, potem 4.60, 4.70, aż wreszcie 5 metrów, co dało mu awans na mistrzostwa Europy i powołanie na mistrzostwa świata w jego kategorii wiekowej. Był w niej w czołowej dziesiątce na świecie. Wywalczył najpierw juniorskie, potem młodzieżowe mistrzostwo Polski.
Jesień 2013 roku przyniosła wiele traumatycznych przeżyć. Śmierć babci, rak brata, problemy z dziewczyną… Wtedy też Filip dowiedział się, że tata chorował na afektywną dwubiegunowość i popełnił samobójstwo.
Po tym wszystkim ta choroba zaczęła objawiać się także u mnie. Miałem epizody maniakalne, żyłem w swoim innym świecie, urojonym świecie. Wymyśliłem sobie, że muszę mało spać i pisałem książkę. W ciągu pięciu dni napisałem ponad 150 stron. Depresja? Ludzie patrzyli na mnie i widzieli silnego, twardego Filipa. Sportowca. Wtedy otoczenie nie było przygotowane na to, że ktoś może chorować na depresję.
Reklama
- opowiadał przed kamerą.
Opowiadał wtedy, gdy po kilku latach leczenia, walki z chorobą i nałogami wrócił do równowagi.
Edukuję żeby podejmować świadome wybory i że można żyć z tą chorobą. Bardzo mało mówi się o dwubiegunowości. A ja chcę ją pokazać ludziom, żeby powiedzieli: skoro on choruje, mówi o tym, działa, to czemu ja nie mogę?
Wrócił też do treningów, dzięki pomocy dziewczyny Patrycji, rodziny oraz trenera. Trenował wierząc, że możliwa jest walka o kwalifikację olimpijską do igrzysk olimpijskich w Paryżu.
Skoro z ośmiu kroków skaczę 5.10, to z szesnastu mogę skoczyć nawet sześć metrów
- mówił.
A trener jedynie potwierdzał, jak ogromny to sportowy talent.
Według mnie to mógł być zawodnik klasy światowej. Lepszy od Piotra Liska
- przyznał podczas nagrania dla TVP Sport Krzysztof Dziamski, trener Filipa z SL Olimpia Poznań.
Planów sportowych nie udało się zrealizować, bo Filipowi dokuczały kontuzje. On postanowił jednak pomagać innym. Pracował jako o asystent zdrowienia w Centrum Zdrowia Psychicznego. Studiował ekonomię, potem psychologię, uczył się też w Szkole Psychoterapii, pracował m.in.w gabinecie Fizjoterapii z Sercem. Cały czas działał, miał mnóstwo pomysłów, planów, projektów.
Filip Cybulski zmarł w wieku 31 lat. Cześć Jego Pamięci.
Msza święta zostanie odprawiona we wtorek, 7 kwietnia, o godzinie 10:30 w kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej w Poznaniu, przy ul. Głogowskiej 97. Po mszy, o godzinie 12:00, na cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu odbędą się uroczystości pogrzebowe.
*** skrót felietonu TVP Sport można zobaczyć TUTAJ
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze