Enea Basket Poznań kompletuje kadrę na nadchodzący sezon, a jednym ze wzmocnień jest Jan Malesa. 26-letni obwodowy, znany z bezkompromisowej gry w obronie i głośnego dowodzenia zespołem na parkiecie, przeniósł się do stolicy Wielkopolski po roku spędzonym w Polonii Warszawa. W rozmowie z Michałem Bondyrą opowiedział jak koszykarski research u Jamesa Washingtona wpłynął na jego decyzję, dlaczego system gry trenera Valeiko przypomina ekstraklasę oraz z jakimi nadziejami i nowym statusem życiowym zjawia się w Poznaniu na początku sierpnia.
Michał Bondyra: Przed przyjściem do Poznania podpytywałeś o organizację w Enea Basket Jamesa Washingtona, z którym grałeś w Noteci Inowrocław?
Jan Malesa, nowy rzucający obrońca Enea Basket Poznań: Z Jamesem konkretnie o organizacji nie rozmawiałem, ale rozmawialiśmy o tym, jak mu było w Poznaniu. Bardzo pozytywnie określał miasto i cały klub. Natomiast w świecie koszykarskim rozmawia się i z agentami, i z kolegami z innych drużyn na temat klubów. Dlatego taki mały research zawsze jest robiony i tak, jak powiedziałem dla mediów klubowych, słyszałem same pozytywy o organizacji z Poznania.
Mówiłeś, że ważna w kontekście twojego przyjścia była też osoba trenera – Edmundsa Valeiko. Miałeś już kontakt z coachem?
Postać trenera to był jeden z kluczowych czynników, dla których podpisałem tu umowę. Tak, rozmawialiśmy przed i po podpisaniu kontraktu. Wiem, że będę dużo grał na piłce, co pozwoli mi postawić kolejny koszykarski krok. Wszędzie, gdzie był ten trener drużyny grały taką systemową koszykówkę, która mi bardziej przypomina ekstraklasę niż pierwszą ligę. I to mi się bardzo podoba.
W ekstraklasie rozegrałeś w sumie 7 spotkań dla Trefla Sopot i Tauron GTK Gliwice. Można powiedzieć, że to PLK tylko liznąłeś.
W Treflu spędziłem cały rok. Przyszedłem tam po dobrym roku w pierwszej lidze. Na pewno nie uważam tego sezonu za stracony czas. Spróbowałem swoich sił przy znakomitym trenerze Żanie Tabaku. To był bardzo systemowy i rygorystyczny basket. Nawet nie grając bardzo dużo się nauczyłem m. in. czytania gry, rozwiązywania każdej sytuacji na różne sposoby. To był sezon, który potem bardzo zaprocentował w moim rozwoju.
Grasz jako rzucający obrońca, ale też możesz być rozgrywającym lub niskim skrzydłowym. Na jakiej z tych pozycji czujesz się najlepiej?
Na każdej z nich czuję się dobrze. Już na początku seniorskiej koszykówki, nie mówiąc o młodzieżowej, grałem głównie jako rozgrywający lub rzucający obrońca. Jak były problemy zdrowotne często zaczynałem na dwójce, by potem grać na rozegraniu. Nigdy nie miałem z tym problemów.
Wszyscy, jak jeden mąż, podkreślają, że jesteś bardzo dobrym obrońcą. W Polonii zbierałeś w zeszłym sezonie średnio cztery piłki na mecz, trzy w obronie. Ale w ataku też to był fajny sezon - miałeś 11,6 punktu na spotkanie. Większą frajdę sprawia Ci twarda obrona czy rekordy punktowe?
Szczerze mówiąc obrona. Bo to dobra obrona napędza atak. Wiem, że jeśli coś dobrze zrobiłem w defensywie, jakiś przechwyt czy zbiórkę, to później w ataku jest o wiele łatwiej. Najpierw myślę o bronieniu, a atak sam przychodzi.
Dyrektor sportowy Polonii Tomasz Jaremkiewicz określił Cię mianem „wokalnego lidera”. Co miał na myśli?
Nie wszystko widać w statystykach koszykarzy. Ważny jest impakt, wpływ na zespół. Czasem możesz zagrać mecz na dwa punkty i dwie zbiórki, ale przy tym pomóc komuś pięć razy w obronie i pchniesz swoją postawą chłopaków do przodu.
Dużo krzyczysz na boisku?
Jestem głośny na parkiecie, ale w szatni już nie. Oczywiście, jeśli widzę, że trzeba krzyknąć, coś stanowczo podpowiedzieć chłopakom to to robię, ale z założenia jestem raczej miłą osobą (śmiech).
W szatni spiczów motywacyjnych nie wygłaszasz?
Raczej nie. Wychodzę z założenia, że zamiast krzyknąć na młodego gracza, wolę mu pokazać na treningu swoją postawą, że zasuwam. Wolę przykład niż słowo.
W Polonii zaraz po przyjściu zostałeś kapitanem zespołu. Masz też chrapkę na opaskę w Poznaniu?
Nie, nie mam takiej chrapki. W Poznaniu kapitanem był Samson (Michał Samsonowicz – przyp. MB),więc Michał jest naturalnym wyborem. Decydujący głos ma oczywiście trener.
Kiedy pojawisz się w Poznaniu?
Na początku sierpnia. Kiedy dokładnie zależy od planu przygotowań jaki dostaniemy.
Mieszkanie już wybrałeś?
Jeszcze nie.
Do Poznania przyjedziesz już jednak nie jako kawaler, a jako mąż!
No tak pod koniec czerwca biorę ślub z moją Patrycją więc przyjeżdżam z żoną.
Patrycja lubi basket?
Lubi, coraz bardziej lubi. Może pierwszym kibicem nie jest, bo tym jest mój tata. On chyba nie odpuścił jeszcze żadnego mojego meczu. A jak tylko może, to przyjeżdża, by pokibicować „na żywo”.
Podpowiada? Komentuje?
Tak. Jak zagram dobry mecz, to lubię, jak ktoś coś dobrego powie, ale jak jest gorszy, to wszystko analizuję sam. Potrzebuję czasu w ciszy. Wtedy nie przyjmuję bodźców zewnętrznych i lepiej przez te kilka godzin do mnie nie podchodzić.
Jesteś kibicem piłkarskim?
Stadionowym? Nie, nie jestem. Lubię obejrzeć mecz w Lidze Mistrzów lub na mistrzostwach świata i to wszystko. Raczej dla funu, z ciekawości.
Co ciekawe nie zaczynałeś od koszykówki, a od piłki nożnej.
Tak, grałem w piłkę od pierwszej klasy podstawówki przez sześć lat. Równocześnie od drugiej klasy trenowałem kosza. W gimnazjum był taki natłok wszystkiego, że musiałem z czegoś zrezygnować. Postawiłem na koszykówkę. To był chyba impuls.
A gdzie ci lepiej szło na parkiecie czy na boisku?
I tu i tu. W piłce grałem jako napastnik. Pamiętam jak byliśmy kiedyś na Remes Cup w Opalenicy obok Poznania wraz z moim klubem UKS Jagiellończyk Biała Podlaska. Strzeliłem wtedy 7 goli, o jednego mniej niż król strzelców. Dobrze pamiętam tamten turniej, bo go wygraliśmy. To była chyba moja pierwsza styczność z Wielkopolską.
Podpisałeś z Enea Basketem roczną umowę. Wyobrażasz sobie, że możesz w Poznaniu zostać dłużej?
Oczywiście, że tak! Jestem graczem, który mocno utożsamia się z drużyną i kibicami. Tak było w Wałbrzychu, tak było też w Inowrocławiu. Dlaczego by nie miało być tak tutaj?
Do sezonu w Polonii Warszawa we wszystkich zespołach w których grałeś, byliście w play-off. Tak było w Noteci, w Górniku czy w Nysie Kłodzko. Wiesz, że tu w Poznaniu wszyscy czekają na play-off dla Enea Basketu… Z tobą w składzie będą te play-offs?
Mam nadzieję! Masz rację, że grałem zawsze w play-off z wyjątkiem tego sezonu w Warszawie. Powiem ci więcej, nie tylko w pierwszej lidze tak było, ale i w drugiej a nawet w ekstraklasie. Pierwszy raz w Polonii tak szybko zakończyłem sezon i powiem ci, że nie chciałbym, by to się powtórzyło.
Walka będzie arcytrudna, bo ta pierwsza liga jest chyba coraz mocniejsza.
Ta liga wciąż się rozwija, z sezonu na sezon drużyny są coraz lepsze. Jak grałem w Wałbrzychu były dwie, trzy mocne drużyny, teraz o awans może powalczyć nawet sześć czy osiem. Pierwsza liga staje się fajnym produktem. Już nie mogę doczekać się kolejnego sezonu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze