Reklama

Sunderland A.F.C. - gdzie Lech Poznań może szukać swojej przewagi?

Dwie porażki, osiem straconych i zero strzelonych bramek. Tak aktualnie wygląda bilans piłkarzy Lecha Poznań w Lidze Europy. Kolejorz na pierwszy mecz udał się do Londynu, gdzie wysoko przegrał z Crystal Palace, a następnie w drugim spotkaniu uległ Bayerowi Leverkusen. Teraz przyszła pora na kolejne starcie z angielskim futbolem, czyli na spotkanie z Sunderlandem. Co warto wiedzieć o drużynie "Czarnych Kotów" i czego można się spodziewać w czwartkowy wieczór?

Piłkarze Lecha Poznań fatalnie rozpoczęli swoją przygodę w Lidze Europy. Na początek przegrał 0:4 z Crystal Palace, a tydzień temu takim samym wynikiem zakończyło się jego spotkanie z Bayerem Leverkusen. Teraz Kolejorz zmierzy się z Sunderlandem, czyli siódmą drużyną poprzedniego sezonu Premier League. Mistrz Polski ponownie stanie przed zadaniem pokonania rywala spoza swojego zasięgu, ale czy faktycznie tak jest? Jakie atuty przemawiają na korzyść drużyny ze stolicy Wielkopolski? 

Brak doświadczenia

Sunderland przed tym sezonem tylko raz w swojej historii wystąpił w europejskich pucharach, a było to dość dawno temu. Mowa o sezonie 1973/74, kiedy „Czarne Koty” zagrały w Pucharze Zdobywców Pucharów. Były to rozgrywki przeznaczone dla drużyn, które zdobyły krajowy puchar. Sunderland wywalczył prawo do udziału w nich dzięki triumfowi w Pucharze Anglii (FA Cup). Warto dodać, że dokonał tego jako zespół występujący w Division Two, czyli na drugim poziomie rozgrywkowym w Anglii.

Reklama

Czwartkowy rywal Lecha nie podbił jednak tych rozgrywek i zakończył swój udział już na drugiej rundzie. W pierwszej udało mu się wyeliminować węgierski Vasas SC. Dwumecz zakończył się wynikiem 3:0 dla Sunderlandu. Tej sztuki nie udało się już powtórzyć w starciu ze Sportingiem. Po zaciętym dwumeczu, w którym „Czarne Koty” wygrały nawet pierwsze spotkanie (2:1), ostatecznie przegrały 2:3 w dwumeczu. Tym samym Sunderland pożegnał się z europejskimi pucharami na wiele, wiele lat.

Powrót

Teraz, po prawie 53 latach, Sunderland wrócił do europejskiej piłki. Dokonał tego w naprawdę imponującym stylu. Jeszcze w sezonie 2024/25 była to drużyna występująca na zapleczu Premier League. Rozgrywki zakończyła na 4. miejscu w tabeli, co pozwoliło jej awansować do baraży. W półfinale Sunderland pokonał w dwumeczu Coventry City (3:2), a następnie w finale baraży, rozegranym na legendarnym Wembley, zwyciężył z Sheffield United 2:1. Dzięki temu po ośmiu latach przerwy wrócił na najwyższy poziom rozgrywkowy w Anglii.

Reklama

Klub otrzymał za ten sukces potężny zastrzyk gotówki. Szacuje się, że na jego konto mogło wpłynąć od 220 do nawet 260 mln euro. Pozwoliło to na solidne wzmocnienie zespołu. Włodarze postawili na młodych zawodników, sprowadzając na Stadium of Light, czyli stadion Sunderlandu, takich piłkarzy jak Habib Diarra, Simon Adingra, Brian Brobbey czy Noah Sadiki. Uznano jednak, że drużynie potrzebny jest również zawodnik z dużym doświadczeniem, który stanie się jej liderem. Wybór padł na Granita Xhakę. W ten sposób Sunderland, prowadzony przez Régisa Le Brisa, rozpoczął rywalizację w Premier League.

Początek sezonu był wyśmienity. Po 16 kolejkach zespół miał na koncie 26 punktów, co dawało mu 8. miejsce w tabeli. Jak na beniaminka były to bardzo dobre wyniki, zwłaszcza że mówimy o okresie obejmującym niemal połowę sezonu. Niestety dla kibiców „Czarnych Kotów” sielanka nie trwała wiecznie. Wkrótce przyszedł moment zadyszki. W kolejnych pięciu meczach Sunderland nie odniósł ani jednego zwycięstwa. Jego bilans w tym okresie to cztery remisy i jedna porażka.

Reklama

Ta seria miała swoje konsekwencje. Podopieczni Le Brisa nie wrócili już do tak dobrej dyspozycji, jaką prezentowali na początku sezonu. Z pomocą przyszły im jednak inne zespoły, które również miały problemy z regularnym zdobywaniem punktów. Efekt? Beniaminek zakończył sezon na 7. miejscu w Premier League i sensacyjnie zakwalifikował się do Ligi Europy. To historyczny moment, ponieważ Sunderland po raz drugi w swojej historii awansował do europejskich pucharów, a po raz pierwszy dokonał tego dzięki wynikom osiągniętym w rozgrywkach ligowych.

O tym, jak wielkim osiągnięciem jest ten sukces, wypowiedział się sam trener:

Reklama

Jestem dumny. Dumny z chłopaków, dumny z atmosfery na stadionie i z więzi, jaką po raz kolejny dzisiaj stworzyliśmy, by dokonać czegoś wyjątkowego. Musieliśmy wygrać i byliśmy na tym niesamowicie skupieni. Z profesjonalnego punktu widzenia, w stu procentach były to najlepsze dwa lata w mojej karierze. Czerpałem radość z każdej pojedynczej chwili spędzonej w tym wspaniałym klubie. Zakwalifikowanie się z Sunderlandem do Europy to jedno z moich największych osiągnięć w roli menedżera. To sukces, którym muszę się podzielić z całą grupą

- przemówił Regis Le Bris, na konferencji prasowej po wygranym 2:1 meczu z Chelsea (to ono dało awans)

Reklama

Ciężary

A jak aktualnie wygląda sytuacja Sunderlandu? Bardzo źle. Po siedmiu kolejkach rywale Kolejorza zajmują ostatnie miejsce w tabeli Premier League, mając na koncie zaledwie cztery punkty. Na pierwszy rzut oka lepiej wygląda ich sytuacja w Lidze Europy, gdzie po dwóch meczach mogą pochwalić się kompletem punktów. Kolejne problemy zaczynają się jednak wtedy, gdy przyjrzymy się tym spotkaniom nieco dokładniej. Pierwsze zwycięstwo odnieśli zaledwie 1:0 z AZ Alkmaar, a drugie odnieśli po wygranej 2:1 z portugalskim Torreense, występującym na drugim poziomie rozgrywkowym. Szczególnie istotny w analizie jest mecz z Portugalczykami. „Czarne Koty” miały ogromne problemy ze sforsowaniem defensywy Torreense. Do przerwy przegrywały 0:1, a zwycięstwo zapewniły sobie dopiero po bramce zdobytej w końcówce spotkania.

Problemy Sunderlandu trafnie zdiagnozował Adam Targowski w programie „Poznań vs Warszawa” na kanale Meczyki:

Reklama

Nie ma meczu, w którym trener nie miesza w składzie. Było spotkanie, w którym był w stanie wymienić całą podstawową XI. To też nie pomaga w ustabilizowaniu formy Sunderlandu. Problemy narastają, jest ich coraz więcej. Defensywa prezentuje się bardzo mizernie. Na tle tego, co działo się w zeszłym sezonie na pewno jest zdezorganizowana. Wpływ letniego okna transferowego na to jest ewidentny. Nie ma klasycznego czteroosobowego bloku, który się zgrywa. Cały czas roszady. (…) Problemy taktyczne na każdym froncie. Trener nie jest w stanie w obliczu kalendarza ustabilizować dyspozycji drużyny. W czym upatrywałbym podstawowych szans Lecha? Bardzo ważne mecze na froncie ligowym

- powiedział.

Reklama

Styl ciekawy, wykonanie gorsze

Sunderland pod wodzą Regisa Le Brisa stawia na elastyczność taktyczną i dostosowywanie ustawienia do sytuacji na boisku. Zespół najczęściej rozpoczyna spotkania w formacji 4-3-3 lub 4-2-3-1, ale podczas budowania akcji płynnie zmienia swoją strukturę, starając się uzyskać przewagę w środku pola i na skrzydłach. Ważną rolę odgrywają boczni obrońcy, którzy współpracują ze skrzydłowymi i pomocnikami, tworząc przestrzeń do przeprowadzania ataków.

W defensywie Sunderland potrafi cofnąć się do zwartego bloku 4-4-2, ograniczając rywalom miejsce w centralnych sektorach i zmuszając ich do rozgrywania piłki bokami. Tak przynajmniej wyglądało to w zeszłym sezonie. W tym koncepcja jest podobna, ale wykonanie już duże gorsze. Drużyna potrafi również agresywnie pressować, szczególnie przy wznowieniach gry od bramki przeciwnika. Po odzyskaniu piłki stara się natomiast szybko przechodzić do ataku, wykorzystując wolne przestrzenie za linią obrony i bezpośrednie podania do napastników. Tak przynajmniej wyglądało to w zeszłym sezonie. W tym koncepcja jest podobna, ale wykonanie już duże gorsze. Trzeba się jednak spodziewać, że to właśnie w ten sposób będzie organizowana obrona przeciwników Kolejorza.

Reklama

Istotnym elementem taktyki zespołu są także stałe fragmenty gry. Sunderland szuka zagrożenia po rzutach rożnych i wolnych, często kierując piłkę na dalszy słupek. Dodatkowym atutem są dalekie wyrzuty z autu Nordiego Mukiele, które mogą stworzyć zamieszanie w polu karnym rywala.

Przewidywana jedenastka, a raczej jej brak

Normalnie w tym miejscu pojawiłaby się przewidywana jedenastka Sunderlandu, jednak patrząc na to, jak Régis Le Bris rotuje składem, nie ma to większego sensu. Wybór zawodników, którzy wybiegną na boisko przeciwko drużynie Nielsa Frederiksena, przypominałby typowanie wyników w totolotku. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na to wielkie starcie.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/10/2026 11:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości