Szczypiorniści Grunwaldu Poznań po sześciu kolejkach Ligi Centralnej Mężczyzn wciąż mają na koncie okrągłe zero zwycięstw. Mimo świetnego początku spotkania z Pogonią Szczecin Wojskowym nie udało się dowieźć korzystnego wyniku do końca.
Enea Grunwald Poznań cały czas znajduje się w kryzysie. Choć w piątkowy wieczór wiele wskazywało na to, że złe demony w końcu zostaną przegonione, a podopieczni trenera Michała Tórza po raz pierwszy w tym sezonie odniosą zwycięstwo w Lidze Centralnej Mężczyzn. Ostatecznie tak się nie stało.
W wyjazdowym starciu z Pogonią Szczecin Poznaniacy rozpoczęli rywalizację bardzo dobrze. Wszystko zaczęło się od niewykorzystanego rzutu karnego Jakuba Poloka, który trafił w słupek bramki Grunwaldu. Chwilę później prowadzenie gościom dał Jacek Fajfer. Gospodarze szybko wyrównali, jednak Wojskowi odpowiedzieli serią czterech trafień, odskakując rywalom.
Po 17 minutach pierwszej połowy przewaga poznaniaków wzrosła do pięciu bramek. Później gra toczyła się punkt za punkt, choć w końcówce pierwszej odsłony dobrze między słupkami szczecińskiej bramki spisywał się Kacper Staniak-Politański, ale i bramkarz Wojskowych był czujny i raz za razem powstrzymywał ataki rywali. Do przerwy Portowcy zmniejszyli straty do trzech trafień i wygrywali z gospodarzami 11:8.
Musimy sobie odpowiedzieć, czemu, mając takie umiejętności, tak bardzo się denerwujemy. Wychodzimy na mecz przeciwko Zagłębiu wystraszeni, tu wystraszeni. Piłka nam wypada z rąk. Naprawdę to nie jest poziom, żeby ćwiczyć chwyty, podania i kozłowania
Reklama
- mówił przed kamerą TVP Szczecin Rafał Biały, trener Sandry SPA Pogoni Szczecin.
Po zmianie stron sytuacja wciąż była korzystna dla poznaniaków, którzy przez pewien czas kontrolowali przebieg spotkania. Skutecznością nadal imponował Jacek Fajfer, który w całym meczu siedmiokrotnie pokonał bramkarza Pogoni. Ponadto w drugiej połowie szczecinianie zmarnowali dwa rzuty karne. Najpierw świetną interwencją popisał się Filip Rodzic, a przy kolejnej próbie z pomocą bramkarzowi przyszła poprzeczka.
Na pięć i pół minuty przed końcem spotkania Fajfer otrzymał trzecią dwuminutową karę i musiał opuścić boisko. Szczecinianie zbliżyli się wówczas do Grunwaldu na jedno trafienie. Gra w przewadze nie przyniosła gospodarzom wyrównania, jednak po powrocie do gry w pełnych składach to Pogoń przejęła inicjatywę i zdobyła trzy bramki z rzędu.
Wojskowi zdołali jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki w ostatniej akcji meczu, ustalając wynik na 24:25. Ostatecznie po raz szósty w tym sezonie musieli obejść się smakiem zwycięstwa.
W przyszłym tygodniu Enea Grunwald Poznań czeka kolejne wymagające zadanie. Poznaniacy udadzą się do Lubina, gdzie zmierzą się z wiceliderem tabeli, Zagłębiem.
Pogoń Szczecin - Enea Grunwald Poznań 25:24 (8:11)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze